wtorek, 1 lipca 2008

Dzień wakacji, pierwszy :D

To jest właśnie dziś dzień. A właściwie patrząc na godzinę należy powiedzieć, że to był wczoraj dzień.

Kurdę cieszę się fest, że zaliczyłem te organy:P Oczywiście należy tu zwrócić uwagę na słowo zaliczyłem. Zaliczyłem ma tu fundamentalne znaczenie bo zaliczyć nie znaczy zdać. Zaliczyć to można... wiele rzeczy :P Co innego zdać.

Co to więc znaczy, że zaliczyłem organy a nie zdałem? To znaczy, że zaliczyłem zaległe kolosy a egzamin mnie jeszcze czeka... We wrześniu najprawdopodobniej, taki prezent na urodziny. To miłe ze strony profesora prawda?

Dziś nie obyło się bez przygód z tym zaliczaniem :D Ja jak zwykle coś tam umiałem ale nie tyle ile bym umieć chciał i oczywiście miałem wrażenie, że nic nie umiem. Opowiem wam nieco o tym szczególnym zaliczeniu.

Pisaliśmy na sali wykładowej (największej na naszym wydziale) Zwykle piszemy tam egzaminy więc mieści się sporo luda z 70 osób ze srogimi odstępami między osobami a normalnie sala jest tak na +150 lekko. Nas było uwaga - osiemnastu. Całkiem sporo nieprawdaż? Profesor też tak uznał i dlatego podzielił nas na 2 tury. W dodatku rozsadził nas po całej sali - nie tylko w miejscach do tego zwykle przeznaczonych ale pod oknem, pod tablicą, przy drzwiach. Odległości między nami można było liczyć w latach świetlnych. Jak by tego było mało były 3 grupy zadań. I tak to się właśnie odbywało.

Na szczęście moje obawy odnośnie mojej wiedzy minęły się gdzieś z pytaniami które dostałem więc nie było tak źle. Jednego heterocykla ominąłem, bo mi się nie podobał a resztę napisałem. Nie żebym miał coś przeciwko hetero. Absolutnie! . Kiedy tak pisałem i już nie miałem czego pisać profesor zainteresował się tym co tam wypociłem, obejrzał i zaproponował, co bym udał się za jego osobą. Tak też uczyniłem. Znaleźliśmy się w jego gabinecie gdzie przykazał mi spocząć i kontynuować pracę. Trochę zbity z tropu coś tam sobie jeszcze dopisałem, posprawdzałem, podpisałem wszystkie produkty a w międzyczasie prof wrócił do "peletonu" i przysłał pilnowaczkę. Pilnowaczka na pytanie "Czy pytanie - Czy to jest pirazol? Nie wchodzi w grę?" Z niepohamowaną radością wyrażoną szczerym śmiechem odpowiedziała - "Nie" Gdy radą innego profesora dookreśliłem, stawiając: "Nie, nie jest? Czy nie, nie wchodzi?"
Odparła "Nie, nie wchodzi". Szkoda, że nie weszło prawda? No ale przecież mówi się: "Trudno, krw"

Powrót króla, kiedy nastąpił przyniósł radość w całym śródziemiu:> a największą mi :D Okazało się, że czas i wysiłki włożone w opanowanie niewątpliwie trudnej sztuki ogranistycznej się opłacił:> (może zatrudnię się jako organista w kościele :D) Poza heterocyklem porfesor nie miał żadnych obiekcji :) Cieszy mnie to niezmiernie i na razie staram się nie myśleć o tym, że to był przedsmak tego co trzeba będzie zrobić żeby zdać. Mam nadzieję, że posmak będzie niewymownie zajebiście słodki.


Pierwszy dzień wakacji trzeba było jakoś łądnie wykorzystać więc uskuteczniłęm sobie wyjście na którym dowiedziałem się, że puki ktoś mi nie powie, że powinienem się bać to się nie boje. Przedziwne uczucie. Zaprawde powiadam wam, nie bałem się dopuki nie zostałem uświadomiony, że sytuacja właściwie wymaga strachu - lol.
Ciekawa rzecz.

"Bijąc się z myślami, zwykle nie czujemy smaku zwycięstwa."
Lidia Jasińska
Bardzo trafna myśl. Ta Jasińska to łeb na karku ma.


"Usta słodkie, humor kwaśny, mina słona
- oto w trzech smakach cała ona."
Jan Izydor Sztaudynger

Rey

Brak komentarzy: