Beznadziejne prawda ? Dlatego nie będę o tym pisał :] Tytuł wyjątkowo dziś nie będzie miał nic wspólnego z postem. Jest taki tylko dlatego, że podoba mi się jak to sobie wyrzeźbiłem. Odkryłem to na organach - akurat padał deszcz.
Muzykalnie będziemy dziś czytać ale bardziej wymagająco. Czego więcej mogę od was wymagać? Ja niczego ale muzyka którą wam zaproponuję nie będzie obojętna i albo ją polubicie albo nie. Innej opcji tutaj nie ma.
Jest baaardzo elektronicznie, szybko, mocno, to już jest coś twardszego. Nie ma wokalu jako że to soundtrack. Ktoś się domyśla? Jak powiem Clint Mansell ? Razem z Aronofsky`m? A jak napiszę 3,14159 26535 89793 23846 26433 83279 50288 41971 69399 37510 58209 74944 59230 78164 06286 20899 86280 34825 34211 70679? Tak jest macie racje chodzi o film Pi. Moim zdaniem najlepszy Aronofsky`ego. Muzyka do filmu jest taka jak film. Myślę, że określenie bezkompromisowa dość dobrze oddaje naturę rzeczy.
Clint Mansell - właściwie główny motyw z filmu. Uwaga teledysk nie jest przeznaczony dla ludzi wrażliwych.
Na albumie znajdziemy poza Clintem Mansell`em, Massiv Attack, Apex Twin, Banco De Gaia oraz innych. Tą muzykę trzeba poczuć bo nie jest łatwa. Chciał bym przy okazji polecić film bo to jest klasyk.
To jest niezły wyczes w wykonaniu Massiva!
Niestety bez linków, dacie sobie radę w razie czego.
Pi - Soundtrack
01. CLINT MANSELL - 2(Pi)r squared 02. ORBITAL - P.E.T.R.O.L. 03. AUTECHRE - Kalpol intro 04. APHEX TWIN - Bucephalus bouncing ball 05. RONI SIZE - Watching windows 06. MASSIVE ATTACK - Angel 07. CLINT MANSELL - We got the gun 08. DAVID HOLMES - No man's land 09. GUSGUS - Anthem 10. BANCO DE GAIA - Drippy 11. PSILONAUT - Third from the Sun 12. SPACETIME CONTINUUM - A low frequency inversion field 13. CLINT MANSELL - 2(Pi)r
Muzyka pasuje do pogody. Oczywiście jeżeli się wkręcić w klimat. Ołowiana taka, jak niebo. Gęsta, trochę mroczna i zbuntowana.
"Niechże będzie błogosławiona pogoda, albowiem jest ona wspólną własnością ludzi, którzy nie mają sobie nic do powiedzenia." Karel Čapek Rey
Czyli samotnego radzenia sobie w życiu ciąg dalszy.
Jeżeli ktoś liczy na wielkie kulinarne tragedie i kuchenne katastrofy to się niestety zawiedzie. Chyba, że jedno jajko w koszu to jest jakieś wykroczenie... Myślę jednak, że ludzie którzy mają jakieś doświadczenie w gotowaniu mogą się nie raz uśmiechnąć podczas lektury. Zapraszam.
Jaja to były wczoraj. Dziś był ryż, ale o nim później. Wracając do jaj, wczoraj postanowiłem je posadzić i posilić się nimi razem z frytkami. Danie proste, szybkie i nie robiące zbyt dużego burdlu w kuchni. Fryteczki ładnie, pięknie, do jaja oczywiście jakaś wędlinka podsmażona na tłuszczach trans. No ale trzeba to jajo w końcu posadzić. Moje przygody z sadzeniem można policzyć na palcach jednej ręki więc nie było to takie całkiem bezstresowe. Szczególnie martwił mnie moment rozbijania jaja o krawędź patelni.
Okazało się, że trzeba całkiem solidnie przywalić co by odpowiednio naruszyć skorupkę. Gdy zrobić to zbyt małym nakładem dżuli wtedy naruszamy skorupkę tylko z wierzchu, a pod spodem jak się okazuje znajduje się coś o czym zapewne student nauk para biologicznych powinien wiedzieć. Jakaś taka śmaka błonka czy coś w podobie.
Przejdźmy do rzeczy. Rozbiłem to jajo rozłożyłem je nad patelnią i się wylało. Superowo. Praktycznie od razu ściął się spód białka no i się smaży. Na wolnym ogniu. Na razie - niestety. Frytki już gotowe ładnie obcieknięte z tłuszczu a jajo się smaży. I smaży. Brat zaczął jeść frytki (to była jego porcja) a jajo się smaży. No to podkręcam łogiń pod patelnią (największy palnik) no i jakoś tak się obróciłem się tylko na moment żeby coś tam zrobić innego i okazało się, że nie było do czego obracać się z powrotem. Nie żeby jajco wyparowało, ale jego brzegi uległy zwęgleniu, wtedy ogarnął mnie smuteczeg. Trzeba było jajco wyrzucić. Następne już smażyłem na małym ogniu i po prostu odwróciłem je co by się żółtko ścięło w jakimś sensownym czasie. Na 3cim jajku udało mi się już opanować (tak myślę) technikę rozbijania jajka o krawędź :]
Ryżu w 2007 roku wyprodukowano 645mln ton z czego 90% w Chinach i Indiach.
Ugotowałem dziś ryż i nie był słony on. Ryż soli się podczas gotowania? Na opakowaniu nie było napisane niestety... Tak więc posoliłem po ugotowaniu (lol).
Ale zupę jarzynową ugotowałem dziś wypasioną!
"Jeśli mężczyzna mówi do kobiety „moja słodka”, pewne jest, że nie rozgryzł jej do końca." Lidia Jasińska
((proponuję odpalić sobie youtuba który znajduje się w poście i czytać z podkładem muzycznym)) Muzyka jest solą życia. Wiele takich rzeczy można by o niej powiedzieć. Myślę, że Ci z was którzy słuchają różnorodnej muzyki, szukają czegoś ciekawego i nowego na własną rękę i wkładają w to swój czas i energię mnie doskonale zrozumieją. Osobiście z tego co wiem - od Was - słucham nie raz i nie dwa, dość nietypowej muzy. To powoduję, że nie mogę się cieszyć nią razem z Wami bo Wam się ona nie podoba. Wyjąwszy jednostkowe przypadki. W każdym razie moja dusza się czasem tak raduje jakąś nową muzyką, że trzeba mi się nią podzielić gdyż
"Żeby szczęście pomnożyć, trzeba je najpierw podzielić." Marie von Ebner-Eschenbach
Niedawno odkryłem Oi Va Voi. Londyńską grupę grającą muzykę której chyba nie sposób jednoznacznie zaklasyfikować. Można tam znaleźć elementy jazzu, drum n bass`u, elektroniki oraz czegoś co mi najbardziej się tu podoba czyli muzyki klezmerskiej! Silnie zaznaczone brzmienia folkowe - przede wszystkim żydowskie - wspomniana już muzyka klezmerska i teksty w języku hebrajskim (alby jidysz :P) nadają niepowtarzalny charakter tej muzyce. Wydaje mi sie, że można tam znaleźć folk nie tylko żydowski ale i z innych części świata. W jednym z kawałków jest np o Bułgarii czyli Europa wschodnia też jest ich inspiracją. Kolejną zaletą są trąbki i inne instrumenty dęte które ubóstwiam :D a często się pojawiają.
Kawałek nie mój ulubiony ale teledysk ciekawy.
Jak na razie wydali trzy płyty. Pierwszą którą słuchałem jest Laughter Through Tears i wydaje mi się, najlepszym ich albumem. Właściwie to wszystkie albumy utrzymują podobny klimat i są dość podobne. Mogło by być bardziej różnorodnie ale nie jest najgorzej. Ciekawą propozycją są powtarzające się utwory ale z innym wokalem.
01 Refugee (3:37) 02 Yesterday's Mistakes (4:40) 03 Od Yeshoma (4:54) 04 A Csitári Hegyek Alatt (4:14) 05 Ladino Song (4:12) 06 7 Brothers (4:33) 07 D'ror Yikra (5:56) 08 Gypsy (4:46) 09 Hora (3:57) 10 Pagamenska (4:03)
Jak to się skończy tego nie wie nikt :> zaczęło się od wydania prawie 300 zł na ciuchy :] oczywiście na pół z bratem :) ale niezły wynik jak na 1 dzień co? Teraz przez kilka dni będziemy jeść suchy chleb i zupki kuksu...
A tak prawdę mówiąc to dziś, jako że chata wolna, i rodziców brak był mój pierwszy raz. Tak wiem, chwalenie się takimi rzeczami na blogu jest fest. Ale jak wiecie często pisze tu o moich ciekawszych przeżyciach. Więc do dzieła.
Mój pierwszy raz był z rybą. Ugotowałem sam obiad. Cały. Od początku do końca. (ciekawe czy lubicie ten mój suspens) No dobra to było drugie danie. Ale zupy już gotowałem wcześniej a drugie danie to było wyzwanie. Zrobiłem rybę. Bo piątek jest. Upiekłem skubaną. Ze szczerości powiadam wam zaprawdę, że nie była zua. Smakowała nawet memu rodzonemu bratu. Oczywiście nie było to, to co pichci mama ma kochana. Jednak zjadłem, smakowało i nadal dycham :D
Taki pierwszy raz to jest to co nie?
Postaram się kontynuować wpisy z seri "sam w" ale zobaczymy co z tego wyjdzie:>
To jest oczywiście datowane na piątek 9 maja.
"Bo człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety." Carlos Ruiz Zafón
Kolejny raz skorzystam z komórki i napisze tu posta. Siedzę w autobusie i wracam do domu.
Jest maj więc o maju będzie. Żeby było jeszcze bardziej majowo post będzie traktował o majówce. Zaryzykuję stwierdzenie że to był najlepszy weekend majowy mego żywota. Prawie wszystko było tak jak być powinno :) poczynając od składu ekipy na żywieniu kończąc. Tylko droga nas nie rozpieszczała.
Logistycznie wszystko poszło nadzwyczaj gładko. Mieliśmy wygodny i ładny dach nad głową, przywłaszczony transport kołowy, mniej a więcej ustalone menu. Proporcje między założeniami a wielkimi i małymi niewiadomymi były doskonałe (niczym pewien stosunek wynoszący 0,7 - bardzo hermetyczne).
Beztroska jaką tam panowała, niczym nie ograniczony czas i wolność dały razem upojny wypoczynek. Zdecydowanie bardziej psychiczny niż fizyczny:] To chyba dobrze, w końcu jesteśmy młodzi i trzeba te nasze ciałka jakoś wykorzystać :D
Spać chodziło się późno, wstawaliśmy - późno :D Jedliśmy leniwie i spokojnie (wrzodów nie przewiduję) a później wychodziliśmy (jak to szumnie brzmi) a właściwie wyszliśmy dwa razy w góry.
Majową porą w górach jest jeszcze śnieg dlatego też "grube" trasy odpadły w przedbiegach. Zrobiliśmy za to spacerkiem Kościeliską :> Jeżeli was tam nie było nie macie pojęcia ile ludzi tam było. No, rly. Ale to nic :D im głębiej w las tym ich było mniej. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć w jaskini mylnej. :) Odkryliśmy też, dlaczego to ona się zowie mylna. Chociaż byłem już w niej wcześniej i przeszedłem ją to pomyliłem tą zacną grotę z jakąś dziurą która jest przed nią na szlaku. Z tego powodu 20min zastanawialiśmy się jak przejść przez ślepe korytarze :] Po takiej zmyle dotarliśmy w końcu do prawdziwej jaskini mylnej :D no i zaczęła się jazda :) Jeżeli tylko ktoś nie ma klaustrofobii to gorąco polecam ten szlak! Czasem jest ciasno i nisko ale jest ekstra! Konieczne są latarki. Najlepiej gdyby każdy miał swoją. Ale jeżeli będzie ich trochę mniej to też przeżyjecie.
Jedliśmy dwa razy "w domu" i raz na mieście. Jedzenie w domu miało te zalety, że wszyscy mieli to samo , było to smaczne - bo gotowane przez nas a i przy gotowaniu odchodziły śmiechy i inne chichy.
Wieczorami oczywiście uzupełnialiśmy płyny :> bo jak inaczej! Cały dzień człowiek się poci to później trzeba to wszystko uzupełnić :) Co tam się nie działo się, to jest nieopisywalne. Dlatego pozostańmy przy wersji skróconej :] Był absolwent - FEST źle wchodził :,/ wiśnióweczka - wypasik, jakiś "absynt" - szału nie robi ale można się napić (pamiętajcie o rozcieńczaniu!) oczywiście złoty nektar i dla urozmaicenia cygaro od skały (lol). Wieczory były na prawdę udane.
Druga trasa jaką zrobiliśmy wiedzie z Kuźnic przez Kalatówki na Halę Kondratową. Tutaj po drodze zwiedziliśmy pustelnię św. Brata Alberta. Im wyżej byliśmy tym więcej pojawiało się śniegu :] a końcu szliśmy tylko po śniegu. Widok gór wokół (Kasprowy, Giewont itd.) był niestety ograniczony dlatego byliśmy skazani na własne facjaty:> Mimo to jakoś dotrwaliśmy. W schronisku najedliśmy się ładnie a co poniektórzy, odważniejsi, strzelili sobie jakieś grzańce i piwka (lol). Pragnę tu wielki nacisk położyć na to, że to NIE byłem ja. Dlatego podróż na dół mieliśmy niezwykle barwną i wesołą :)
Skoro byliśmy w Zakopanem to musieliśmy być na Krupówkach. Bo w Zakopanem poza Krupówkami (i skocznią na której nie byłem :() nie ma nic :/ To jest dosyć duża wada. Możliwe też, że po prostu nie odkryłem tam jeszcze nic ciekawego ale obecnym stanie doświadczenia tak właśnie twierdzę. Tak więc jedliśmy grillowane oscypki, oglądaliśmy pamiątki (broń Boże, żeby coś kupić! :]), i jakieś tam inne rzeczy kulaliśmy.
To są słowa ale są też obrazy :> Zdjęć mamy >600 więc jest co oglądać. Dołączcie do tego film i mamy pełną dokumentację. Właściwie to chyba mogę zapodać tu linkiem do zdjęć :) Na razie tylko moich. Jeżeli niejaki Lechu udostępni mi prawa autorskie to jego link też się tu pojawi :>
Wszystko to co przeżyliśmy było prawdziwie uczesane. Panowała przyjazna atmosfera, śmialiśmy się dużo (nie którzy beze przerwy). Kurczę takich ludzi to się tylko raz w życiu poznaje!
(niestety bez Lecha (za aparatem) Jak dostanę zdjęcia od Kamila to podmienię na pełny skład)
"Młodość jest nieustannym upojeniem: jest to gorączka myśli." François de La Rochefoucauld
Boże Dary czyli my :> My czyli Ola i Rey :>
Pomysł na bloga wyszedł od Oli a, że mnie się takie pomysły zwykle podobają to się lajtowo entuzjastycznie zgodziłem:D Nigdy wcześniej bloga nie prowadziłem więc zobaczymy co to będzie ;) Powinniście również wiedzieć, że często pojawiać się będą żarty hermetyczne :] może czasem je wytłumaczymy a może nie :]
Pozdro JOU! jak by to L powiedziała ^_^