piątek, 28 grudnia 2007

Jestem więc tańczę a nawet tańczę więc jestem

Wczoraj moja noga postanęła w katowickim Spiżu. Czwartkowa impreza tam czyli bansy przy złotych przebojach :) Było zdecydowanie lepiej niż kiedy byłem tam w czwartek ostatni raz ale dalej twierdzę, że najlepsza zabawa odbywa się tam w środy.

Już wam mówię, skąd wziął się dzisiejszy tytuł. Otóż mój wzrok natrafił na kilka osobliwych postaci poruszających się do muzyki :> Do napisania tego zainspirował mnie właściwie taki gość. Solar, białe adidaski, biały long sleave, żelik na włosach itd. Gościu właśnie stosował się do dzisiejszego tytułu. Jego taniec był ujmijmy to tak, bardzo delikatny :P Widać, że nie chciał tracić jakże cennej jego energii, ledwo co poruszał nogami nie wspominając już o rękach. Liczy się to że "tańczył". Odprawiał taki taniec macho, niby nic go nie interesi ale tak mi się wydawało, że w jego mniemaniu nie musiał się wysilać bo i tak wszystkie laski były jego i wystarczy, że będzie czekał a żeby być na parkiecie trzeba tańczyć, wtedy się jest. Możliwe jest też, że się grubo pomyliłem, i oskarżam niewinnego i nieśmiałego chłopaka, a to co robił to był dla niego nadludzki niemal wysiłek woli. :D

Drugim pouczającym obiektem był macho z dekoltem którego nie powstydziła by się gwiazda pop z USA. Biała koszula rozpięta do pępka i wszystko na ten temat

Był też podkoszulek... Niestety nie był to wypakowany Afroamerykanin w białym podkoszulku ale "cherlawa" blada twarz w białym podkoszulku :> To jest gwiazda wieczoru :D Nie da się go pomylić z nikim innym :D Z resztą chyba już go kiedyś w Spiżu spotkałem :) z tajnych źródeł które go w pewnej mierze znają wiem, że jest to koszykarz (jeżeli to ten sam człek)

W Spiżu liczą się 3 rzeczy
1. Paski
2. Krata
3. Kolor biały
Jeżeli tego nie posiadasz jesteś tam nikim

A teraz krótko o przeminiętych świętach. Jak zwykle przed nimi było mnóstwo biegania, załatwiania i stresowania się! No fun. Jednak sam okres świąt należy zaliczyć do udanych :)

Jestem zarąbiście fest zmęczony :> też idę spać...

A bym zapomniał :D
Odkryłem Portishead - coś dość konkretnego :) Pewnie coś tam wrzucę cobyście posłuchali.
Na nowo odkrywam też Moloko. Kończąc już o muzyce to znalazłem kolejną osobę (to już będzie mniej więcej 3 ludzie którzy bardziej niż mniej podzielają mój gust muzyczny :D Bardzo się z tego cieszę, bo ostatnio dowiedziałem się, że muzyka którą lubię raczej się mym znajomym nie podoba... Trudno :> może kiedyś zrozumieją to czego teraz nie są w stanie ogarnąć

"Uwierzyłbym tylko w takiego boga, który potrafi tańczyć."
Fryderyk Nietzsche

Rey

niedziela, 23 grudnia 2007

Wesołych Świąt

No tak :) Nigdy nie byłem w tym dobry :>

Chciałem wam wszystkim życzyć pogodnych, rodzinnych, świąt w cieple domowego ogniska :D Ażeby mieć przy sobie najbliższych i życzliwych ludzi. Co by się udało to co się nie udaje i spełniło to co się nie spełnia. Zdrówka wam też życzę, doceńcie je :P Prezentów takich które przyniosą radość :)

Rey

Radość (i) Niezmierzone po Ciemnej stronie mocy

Radość (i) Niezmierzone taki miał tytuł mój mail wysłany do CSM`u :D

Musicie wiedzieć, że przeszedłem na ciemną stronę mocy... Tak, tak teraz jestem PURE EVIL !:>
Dla nieuświadomionych, napiszę, że CSM to nie żadna sekta i niestety nie jestem też evil dżedaj :] CSM to audycja na radiowej trójce. Słucham jej już od jakiegoś czasu bo ciekawa muza tam leci i często mi się podoba.

Wczoraj była specjalna edycja świąteczna. Do Pani Aleksandry Kaczkowskiej przyszedł Mikołaj i zostawił kilka płyt dla słuchaczy. Jako, że też należę do grona słuchaczy i lubię tą audycję to postanowiłem sobie coś wygrać. Większości płyt w ogóle nie znałem, ale wiedziałem, że tak czy inaczej jest bardzo duża szansa na to, że nawet jeżeli nie będę znał to i tak będzie mi się podobać.

Więc napisałem ładnego E-maila a później drugiego (bo zapomniałem w pierwszym podać swoich danych), a później jeszcze trzeciego bo rozdawanie prezentów było na końcu a ja o tym nie wiedziałem :P. Jak już napisałem 3ciego to jeszcze dowaliłem czwartym bo zaś coś tam pogmatwałem :)

Jaki jest tego wynik ? :> Słowa Pani Oli na antenie, że Stevie Nicks jedzie do Radzionkowa :D UŁI :> Wiem, że nie jestem jedyną osobą która mieszka w Radzionkowie ale jestem pewny :P że ta płyta jest właśnie dla mnie :> Bo bardzo ładnego maila napisałem :P

Artystki nie znam niestety, ale jej piosnka która wtedy leciała była fajna :) Więc myślę, że może mi się będzie podobać .

"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki – i nic nie słychać."
Julian Tuwim
Rey

piątek, 21 grudnia 2007

Crack ale nie ing

Szukaliśmy ING i znaleźliśmy. Bank Śląski znaleźliśmy, ale nie ing.

Tej końcówki właśnie brakowało w Krakowie. Czwartek od godziny 6:45 to w ogóle był jakiś dramat. Z każdą godziną było coraz gorzej. Wypad do Krakowa przed świętami miał być niezłą zabawą i rozrywką co wypadło bardzo, bardzo wątpliwie.

Nie polecam Respektu na floriańskiej, klub bez pomysłu, nie mówiąc już o polocie, jakiś taki niewyraźnie zwykły i brzydkie ściany były.

Muszę zapamiętać, żeby nie jeździć tam w czasie kiedy wszyscy wyjeżdżają, i w czwartek. Nie wiedziałem, że w Krakowie, może być tak pusto. I jeszcze kilka rzeczy trzeba zapamiętać.

Bezcenne było natomiast błądzenie ulicami Krakowa :> Doszedłem niemal do perfekcji w pytaniu o drogę :> Szczególnie polecam takie akcje przy prędkości 40-60 km/h.

Trzeba wyrównać i coś polecić. Polecam piwo w Jazzie jakimśtam na floriańskiej. Kosztuje 8zł :> a śikalnia 5zł. Wracając do piwa, to 8zł kosztuje ale można za to zajebać sobie kufel z żywca :) Nigdzie nie jest napisane, że sprzedają tylko zawartość kufla. Uznaliśmy więc, że piwo kosztuje 5 - tak jak wszędzie i po ludzku a reszta to kufel, więc wyszliśmy z kuflami :D Zrobiliśmy to bardzo elegancko mając jeszcze po pół piwka.

A jak by ktoś w respekcie kiedyś zgubił kluczyk 121 lub 123 to zgłosić się do mnie albo do Tomka, bo weszliśmy w posiadanie takich kluczyków :) Więc nie martwcie się o kurtki.

Zaliczyliśmy też z towarzyszem podróży Tomkiem vel Wywarem picie w aucie :) Taka niezła opcja jak się nie ma gdzie spożyć płynów to zawsze można siąść za kółkiem i połknąć połówkę wiśnióweczki.

W tym miejscu muszę też podziękować mieszkańcom Chocimskiej czyli Skale i Amebie (pośrednio również Keii`owi i Marcinowi). Przechowali oni nas bowiem w nocy :> I dali schronienie.

Pozdrawiam też Edytę :) i Szymona oczywiście :D

"Jedyne lekarstwo dla znużonych życiem w gromadzie: życie w wielkim mieście. To jedyna pustynia, jaka jest dziś dostępna."
Albert Camus


Rey

środa, 19 grudnia 2007

Transformator

Dziś byliśmy na ściance wspinaczkowej :D W Katowicach na Ligocie w Transformatorze :>

Nie mam teraz czasu co by pisać więc napiszę, że było zajebiście :P Wkleję też link do zdjęć
Ścianka
a następnie zamknę FireFoxa, inne otwarte aplikacje, i korzystając z guzika Start, zamknę komputer :P W końcu trzeba się wyspać przed jutrzejszym imprezowaniem w Krakowie :D

Jak tylko będę miał więcej czasu napiszę coś o naszym wspinie :] i krakowie :P

Rey vel Napar

wtorek, 18 grudnia 2007

Organy :>

Czy ktoś się zastanawiał jak wyglądają najciekawsze zajęcia na farmacji? Dziś ma możliwość zobaczyć organy :] kulnąłem dziś 2 zdjęcia na których co nieco widać.



Więc oto ja! I moi ludzie . Ja i nitrobenzen podczas syntezy. To jak na razie najbardziej skomplikowany zestaw jaki montowałem. Widzimy chłodnicę zwrotną, termometr (po lewej) i wkraplacz z benzenem (po prawej). Wszystko zamontowane do jednej kolby(mieszanina nitrująca). Garnek w mojej ręce to właśnie "łaźnia wodna" - najnowszy krzyk mody i technologi na laboratoriach :D Rzeźbie więc ten nitrobenzen pod digestorium - też niczego sobie zabytkowy model :> Rękawice to profesjonalny sprzęt ochronny często używany również w domach do mycia łazienek i innych. Tu chroni mnie przed groźnymi odczynnikami. Musicie wiedzieć że na organach wasze życie zawsze! Wisi na włosku. Dodam jeszcze że rzeźbienie trinitrotoluenu niewiele by się tu różniła :>

Jeżeli nie zapomnę uwiecznię resztę procesu na zdjęciach i napisze co i jak. Może nawet zrobię coś wstecz? Się zobaczy :] właśnie wpadłem na niezwykły pomysł uczynienia tego bloga bardziej foto :> Co myślicie?

Rey

niedziela, 16 grudnia 2007

Patologia

Niedawno ściągnąłem solową płytę Noviki czyli "Tricks of Life". Muszę powiedzieć, że pasuje mi jej brzmienie. Właściwie wszystkie kawałki mi się podobają :) Mam już kilka ulubionych. Każdy ma w sobie to coś szczególnego :) Taki "Tricks feat. Sqbass" jest specjalny ze względu na instrument dęty który w nim występuje a którego nazwy nie jestem w stanie przytoczyć gdyż jestem ignorantem jeżeli chodzi o techniczną stronę muzyki. W każdym razie jest świetny. Tekst piosenki też jest ciekawy co się tyczy wszystkich kawałków na tym albumie. Teksty traktują pułapkach i sztuczkach życia, nie zawsze przyjemnych ale zawsze urozmaicających życie i sprawiających, że coś w nim się dzieje. Już podczas słuchania The Triptic - Sweet Noise`a stwierdziłem, że muszę sobie poczytać teksty niektórych piosenek (niestety nie wszystko jestem w stanie wyłuskać i zrozumieć :P ze słuchu), a Novika tylko mnie w tym utwierdziła.

Muzyki słucham teraz głównie z telefonu, w autobusie, podczas chodzenia i czasem podczas nauki. Gdy w tle ryczy diesel autobusu dźwięk nie jest idealnie czysty ale coś za coś :]. Czasem nawet w autobusie odkrywam coś czego wcześniej w kawałku nie słyszałem. Przydaje się również equalizer którego używam w różnych ustawieniach co również skutkuje odkrywaniem nowych dźwięków i brzmień których wcześniej nie słyszałem :) Proponuję spróbować tej sztuczki.

Wczoraj byłem sobie popływać :] Wybrałem się do aqua parku gdyż stwierdziłem, że przydało by się człowiekowi trochę ruchu :P Pojechałem rano - bo jest tanio :P I myślałem, że będzie mało ludzi. Tanio jest, ale ludzi jest w 3 dupy :D Żeby to jeszcze właśnie były tzw. dupy :P ale nie! No i tak sobie popływałem godzinkę :) Mam zamiar sobie tam częściej skakać :> Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie ;P

Przecinając wodę przyłapałem się na tym, że tak właściwie to nie umiem pływać tak jak się pływać powinno :> I wkurzyło mnie to srogo. Z tego wynikło kolejne moje postanowienie :P Nauczyć sie żabić i krałlić tak z prawdziwego zdarzenia :D

Kto się teraz zastanawia skąd się wziął ten tytuł? :> Patofizjologię mieliśmy dziś pisać ale została przełożona bo raczej nie umieliśmy jej:P Czy to teraz jest patologia ? To, że od 2 tygodni nie umiemy się tego nauczyć choć mamy 3dniowy weekend?
Odpowiedź po zbadaniu obrazu mikroskopowego -> NIE
Ale:

"Patologia zaczyna się wówczas, gdy przedział między przyszłością a przeszłością jest tak duży, iż człowiek nie jest w stanie go przekroczyć."
Antoni Kępiński


Rey

sobota, 15 grudnia 2007

Hip no za

Dawno już tu nic nie pisałem, ale cieszycie się, że znów będziecie mieć co czytać prawda ?:D

Byłem dziś na imprezie firmowej. Jak do dumnie brzmi nieprawdaż? Chodzi o tę firmę dla której pracuję na piknikach i różnego sortu imprezach. Było to podziękowanie dla pracowników za przemijający sezon imprezowy. Tym razem to nie my pracowaliśmy a my się bawiliśmy i to było całkiem wypasione. Było jedzonko, wszechobecne talony, występy, piwko...

Początkowo miałem mieszane uczucia, nie wiedziałem jak to wszystko będzie zorganizowane, czy będzie ktoś kogo już znałem i w ogóle pierwszy raz byłem na tego typu imprezie. Okazało się, że moje obawy były nieuzasadnione. Większość pracowników to młodzi ludzie, w pokaźnej części nawet młodsi ode mnie. Było z kim gadać, śmiać się i siedzieć.

Najciekawszym występem bez wątpienia był hipnotyzer Juri. Taki łysy pan w pelerynie i z dziwną opaską na głowie. Oczywiście podczas występu proszeni byliśmy o wyciszenie telefonów, zabronione było nagrywanie i robienie zdjęć czego nie wszyscy przestrzegali... (To takie Polskie)
Po krótkim wstępie Juri zaprosił 5 gości na scenę i ekspresową metodą wprowadził ich w stan "transu". Po czym ustawił każdemu ramię aby było wyciągnięte prostopadle, wyjął pochodnię i zaczął po kolei opalać im rączki! I nic! Tylko jeden gość który nie wszedł w trans cofnął rękę, ale pozostałych czterech w ogóle nie zareagowało. Niesamowite. W tym transie również przewracał ich... Ustawiał jednego za drugim, do tego z przodu podchodził coś mu tam dłonią przy twarzy zrobił i nagle koleś sie przewraca bezwładnie w tył. Następnie odesłał ich na miejsca i wyciągnął metalowe obręcze i zaczął nieco przynudnawy i standardowy pokaz iluzji.

Postanowiłem, że jeżeli będzie jeszcze hipnotyzował muszę w tym wziąć udział. Zgłosiłem się więc kiedy brał ochotników. Wszystko zapowiadał się zarąbiście, ustawił nas na scenie zrobił krótkie wprowadzenie. Powiedział, że nie wszystkich da się zahipnotyzować, że to są tylko jego sugestie, i wszystko zależy od nas. Stwierdził, że musimy się poddać jego sugestiom i oddać mu na chwile wyobraźnie. Zaczął nas relaksować, leciała odpowiednia muzyka a on mówił co mamy sobie wyobrażać. Typowa technika relaksacyjna. Później kolejno przeprowadzał nas z wyobrażonego miejsca na miejsce i kazał sobie odpowiadać na różne pytania. Wydaje mi się, że w tym momencie niektórzy już byli w transie. Niestety mi się nie udało... Bardzo chciałem dać się zahipnotyzować. Może za bardzo chciałem ? Jednak przez każdy kolejny etap byłem w pełni świadomy, i wydaje mi się, że w pełni się kontrolowałem. Kazał nam wykonywać różne nieco dziwne czynności, bawić się zabawkami z dzieciństwa, udawać rockmanów, ustawiał nasze ciała w różne tam pozycje itd. Miałem cały czas zamknięte oczy i stwierdziłem, że będę udawał aby nie psuć występu. Możliwe, że tylko mi się wydawało, że to ja mam kontrolę ale tak właśnie wtedy myślałem. Gdy tak sobie stałem z zamkniętymi oczami on wykonywał z innymi różne tam rzeczy. Wybudził połowicznie gościa i kazał chodzić po szkle później skoczyć na szkło ze stołka, później innemu położyć się na plecach na szkle, wszyscy wykonywali jego polecenia.
Ja do końca występu stwarzałem pozory.

Po występnie rozmawiałem z dziewczyną która nic z występu nie pamiętała, nie wiedziała, że kładła się na ziemi, bawiła klockami, kładła na krzesłach, miała opalaną rękę, wystraszyła się myszy których nie było.

Hipnoza to jest jednak powah. Nie wiem jak dokładnie działa, jeszcze o tym nie czytałem. Ale z tego co zaobserwowałem to koleś mocno relaksuje osoby i jakby wyłącza ich świadomość i sugestiami, rozkazami przejmuje częściową nad nimi kontrolę a umysł jakby jest w stanie relaksu/letargu. Niesamowite :D

Ciekawa sprawa ta hipnoza ;> Trzeba jeszcze kiedyś spróbować się w to wkręcić :>

"Ludzie tacy jak my, wierzący w fizykę, wiedzą, że różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie obecną iluzją."
Albert Einstein


Rey

środa, 5 grudnia 2007

ST3250820AS

Nienawidzę, kiedy nie działa mi coś co powinno działać a tymbardziej kiedy jest to jakaś część/soft komputerowy. Kurna człek płaci nie małą kasiorkę za jakąś część i to się jeszcze psuje. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek nic nie może poradzić na takie coś :/ I to jest naprawdę wkurwiające, tym bardziej, że można w mgnieniu oka stracić kilkadziesiąt a nawet set GB danych :/

Jutro jest dzień św. Mikołaja :D Taki fajny niepowtarzalny dzień w roku :) Trochę infantylny ale bardzo przyjemny i radosny:) Takiej okazji się nie marnuje :> Więc nasza grupa postanowiła strzelić sobie mikołajki, czyli obdarować się prezentami :) Fajna sprawa :D Przez ponad tydzień wszyscy kombinowali co tu komu kupić? Kto mnie ma? Jakieś rozmowy odchodziły, podchody żeby wyciągnąć informacje o upragnionym prezencie a w końcu kupowanie które też było całkiem ciekawe. Choć wiele osób już wie kto kogo ma, to oczekiwanie i tak było ciekawe. Jutro nastąpi kulminacja i myślę wielka radość z otrzymanych prezentów. Wydaje mi się też, że będą niezłe jajca. :D

Nie mam już czasu pisać, ale napiszę, że nie miałem dobrych katechetów w szkołach :P

"Przyszłość jest prezentem,
jaki robi nam przeszłość."
Andre Maurois (Émile Herzog, 1885 - 1967)

Rey

wtorek, 27 listopada 2007

1,3-dibromopropan @ RPG

Organy :D studentom śląskiej farmacji kojarzą się jednoznacznie :> A jak wam się kojarzą ? Ja niedawno dowiedziałem się, że organy to nie chemia organiczna ale narządy wewnętrzne człowieka . Taki niezły myk conie? Właściwie to już drugi raz spotkałem się z tym, że ktoś nie bardzo potrafił wczuć się w klimat i wydedukować, że organy to chemia organiczna :D Ale przyznam, że fajnie było się dowiedzieć, że uczę się o organach do przeszczepów itp.

Chciałem dziś napisać, że organy to jak RPG (Role-Playing Game) :> Można sobie expić (EXP -Experience points - punkty doświadczenia), trzeba gadać z NPC`ami (Non-Player Character - Postać nie będąca graczem (komputerowa)) :D, wykonywać questy no i kula się potionki!(Tu magiczna mikstura do picia polepszająca cechy/właściwości osoby pijącej) (Chciałem zaznaczyć, że jestem przy zdrowych zmysłach :P)

Zacznijmy od NPC`a bo to ciekawa osobowość. Zowie się Marciniec, siedzi przy biurku i często kabata ni ma. Więc to taki nietypowy NPC (wskazane jest czytanie i wymawianie enpec) bo się rusza często. To przede wszystkim fabularna postać, której można zadać wiele pytań, na które niemal zawsze odpowiada "proszę mi nie zadawać takich pytań,(...)" (...) - tu można wstawić właściwie losowy ciąg znaków . Posiada też opcję kupowania i sprzedawania, kupuje informacje, potionki, i inne rzeczy które możemy zrobić. Nabyć możemy u niego nowe recepty na różne enchancery(ulepszacz, wzmacniacz).

Nasze oręże to przede wszystkim szkło (możemy wybierać głównie między kolbami i chłodnicami. Mamy też do dyspozycji tzw. szkło metalowe! czyli statywy, pierścienie, siatki, uchwyty i takie tam. Ale największy wybór to jest w substancjach :D Są takie których nie trzeba mieszać i od razu mają wykoksany damage(uszkodzenia jakie zadaje) (choćby bezwodnik kw. octowego).

Questy są właściwie tylko z jednego rodzaju czyli - dostajesz recepte, i musisz zdobyć materiały i coś z tego wszystkiego wyrzeźbić, oddajesz eNPeCowi i dostajesz expa :D Exp jest różny ale przeważnie 3 :]

Najgorsze jest to, że do gry można wejść tylko na 3h na tydzień :/ Ciężka sprawa powiadam wam.

Teraz trochę bardziej zjadliwy tekst :P dla niewielkiej garstki ludzi którzy tu czasem zaglądają.

Inspiracją do posta było uczucie jakie znałem z gier MMO. Nie umiem się doczekać kiedy wrócę do laboratorium i skończę mój preparat! :P Wiem, że dla wielu to jakaś herezja ale tak właśnie mam. Chcę się przekonać co to mi wyjdzie, jak mi to pójdzie, jak będzie wyglądać i w końcu ile expa dostanę. To trochę jak odejść od gry zaraz przed zdobyciem nowego skilla/poziomu/przedmiotu i nie móc go wyprobować. Myślę, że część z was a na pewno Keii :P zna dobrze to uczucie. To uczucie jest dobre, bo motywujące i jakoś tak pozytywnie nastrajające do dalszej pracy. Szkoda tylko, że nasz NPC nie jest w stanie udzielić nam dokładniejszych informacji o tym jak nam poszło. Mnie np interesowała by poza wydajnością czystość substancji, to czy wygląda tak jak powinna i może jeszcze jakieś info :P

To tyle nie pozostaje mi nic jak tylko poczekać tydzień, albo 2 :( i się przekonać jak tam mi wyjdzie 1,3-dibromopropan

"Bóg tak chciał"
by Turian
Rey

poniedziałek, 19 listopada 2007

Jak wiecie

lubię ubierać się luźno i swobodnie. Szczególnie tyczy się to nogawek :] Niedawno jednak zakupiłem sobie 2 pary spodni które mają średnio 3-4 cm mniej w szerokości nogawki. Stało się to częściowo przez presję otoczenia a częściowo przez mój zmieniający się gust. Przy okazji odkryłem, że to jednak możliwe - chodzi o zmianę gustu oczywiście.

Właściwie to jestem zadowolony z zakupów, z jednego bardziej a z drugiego mniej. Chciałem wam jednak powiedzieć, że miałem rację. Węższe spodnie są mniej wygodne! Co jednak najważniejsze mają zły wpływ na pewien szczególnie delikatny obszar ciała :P Otóż kiedy zacząłem nosić te węższe spodnie zauważyłem, że występuje pewien ucisk, i napięcia w miejscu gdzie łączą się nogawki :> Brak miejsca jest odczuwalny natychmiast, a szczególnie w pozycji siedzącej... To jest nieźle niewygodna sprawa wam powiem. Myślałem, że się do tego szybko przyzwyczaję ale mimo dość już długiego okresu ubierania się w te rzeczy dalej można odczuć ten efekt...

Nie ma co, trzeba kupować luźniejsze rzeczy :P

"Grzeczność jest jak poduszka powietrzna;
niby nic w niej nie ma, a jednak z nią wygodnie"


Rey

niedziela, 11 listopada 2007

Nie-

-nawidzę kiedy coś namieszam :| Mam wtedy poczucie winy chociaż wiem, że inni na moim miejscu by to olali :/ krw
jbn zima :\

aż mi się spać nie chce

niedziela, 28 października 2007

Kraków zmysłów

To będzie długi post :] Zastanawiam się, czy dobrze, że piszę takie fest długie posty bo to chyba jest przynudnawe już później :P Czy nie jest ? -> VOTE! or... I KILL YOU!

Udało się! Wreszcie udało nam się zebrać i pojechać do Krakowa na weekend :) Wcześniej było już kilka prób ale spaliły na panewce :> Wyruszyliśmy w piątek i tego też dnia dotarliśmy, choć dzięki PKP mało brakowało. Polska kolej jest straszna... Szkoda bo podróżowanie pociągami to jest fajna sprawa. Kiedy w końcu z "pospiesznym" opóźnieniem dotarliśmy wbiliśmy na Chocimską do przyczółku w którym mieszkają nasi ludzie w Krakowie. Zostaliśmy dobrze ugoszczeni przez gospodarzy (Skałę, Anba, Keii`a, Marcina) i po krótkiej ale za to jakiej smacznej kolacji ruszyliśmy na podbój Krakowa.

Ruszyliśmy tramwajem. W centrum Kraka jest mnóstwo tramwajów które jeżdżą dość często i bardzo ułatwiają poruszanie się po mieście. Można by powiedzieć, że to takie metro dla biedoty. Wydaje mi sie jednak, że tramwaje mają dużo lepszy klimat. Tramwaje po prostu pasują do tego miasta. Są tam stałym elementem krajobrazu któremu nadają niezwykły smak. (chciałem się postarać aby motywem przewodnim posta były zmysły :P zobaczymy czy to się okaże zjadliwe). Jadąc tramwajem poruszamy się może wolniej ale możemy podziwiać miasto, sieć przystanków może być dużo gęstsza i bardziej kręta i w ogóle :) Na mieście przechwyciliśmy Lecha który dobił do nas nieco później, ale stanowił ważny element naszego składu. Impreza którą atakowaliśmy była studencką bibką daleko za linią frontu. Daleko bo daleko ale tramwaje docierają! Oczywiście jak to w kraku bywa na wejściu była selekcja :] Odpowiednie wdzianko albo wypad :D Ah ten lans. Nasze stroje były mocno improwizowane i opracowywane w warunkach bojowych ale udało nam się wbić. W swoich szeregach (łoł jak na razie to bardziej militarna terminologia tu przeważa a nie zmysły :P) mieliśmy między innymi klienta japońskiej restauracji (Skała), japończyka po ostrej imprezie (Keii), suicide bombera (ahme.... znaczy Amebę), ja wcieliłem się w coś w rodzaju budowlańca, a inni mieli nowomodne garniaki i suknie z polietylenu:D


Ta impreza daje mi możliwość nawiązania do Zapachu. Szkoda tylko, że jego źródło i rodzaj były bardzo evil. Wiecie co to jest szisza? Tak myślałem, to dobrze, że wiecie. Szisza była elementem strategicznym tej bibki. Ja spotkałem się z sziszą pierwszy raz i nie podoba mi się. Wszyscy wiedzą, że nie lubię palenia i niszczę to i dalej tak jest. Spróbowałem, i utwierdziłem się, że to nie jest fajne. Chociaż kilka razy się zaciągnąłem (NO COMMENTS! I MEAN IT!)

Dzień następny zaczęliśmy jajecznicą z 20stu jaj :] To wcale nie jest dużo:> Jako, że mieliśmy do dyspozycji 4 kompy to trzeba było coś ciornąć :D Przyrżnęliśmy więc w hala. Później poszliśmy na ściankę wspinaczkową i 2gi raz kiedy tam byłem nie było miejsca :/

Kolejny atak na miasto przypuściliśmy w sobotę wieczorem :] Zanim zaczęliśmy szaleć zebraliśmy Kamila i Agatę i poszliśmy zjeść do Chaczapurii czyli restauracji gruzińskiej. Weszliśmy, przestawili dla nas 2 stoły i kiedy usiedliśmy i po 10 minutach decydowania się powiedzieli nam, że nie ma mięsa :| Jak by nie można było tego zrobić od razu :P. Poszliśmy do innej - i tam już zaopatrzenie było prawie kompletne :P Po posiłku trzeba było uzupełnić płyny ;P - nad wisłą :D :! :P

Balować chcieliśmy rozpocząć w Łubudubu pod którym to zebraliśmy posiłki w postaci Bahy ale niestety ludziom się tam nie podobało... Według mnie było całkiem spoko :> i mogliśmy tam trochę zostać. Demokratycznie podjęta decyzja mówiła: Carpe Diem II. I wtedy się zaczęło... Carpe 2 -> Frantic -> Heineken gdzie są mega wypas drzwi które są ucztą dla wzroku -> Coś pod Heinekenem -> Carpe -> wiele miejsc m.in. Błędne koło itd. itd. Jeden mógł by powiedzieć (taki myk z angielskiego), że całkiem niezły clubbing uprawialiśmy :] Szkoda tylko, że w żadnym z tych miejsc nie byliśmy dłużej niż 5 min. Powody ? Przede wszystkim brak miejsca... Jak się okazuje puby i kluby które w Krakowie idą chyba w setki są tak oblężone, że dla 11 osób nie sposób znaleźć miejsca. Ja byłem za tym co by gdzieś zabezpieczyć odzienie i iść się bawić ale to też się nie udało:/

Kiedy wszyscy mieli już dość a Baha musiała się wycofać postanowiłem, że idziemy do Obsesji i koniec :> Co się okazało ? Że było miejsce! Wreszcie dane nam było zająć miejsce, napić się piwa i potańcować :) Miejsca może nie było nadzwyczajnie dużo ale według mnie było prawie że idealnie. Tu też dobił do nas skała z aparatem i z lanserskimi fotkami z Anią Dąbrowską na której koncercie się wcześniej bawił.

Taniec, rozmowa, znów taniec, potem robienie fotek i picie i taniec i kolejki do kibla że heja. Taka to właśnie była nasza Obsesja. Później większość zdecydowała, że idziemy do domu a hardcore`owi weterani z jednostek specjalnych czyli Ala, Skała i ma skromna osoba poszliśmy dalej dawać czadu :P Skała zaproponował Prozak o którym wcześniej słyszał, że warto tam zajrzeć.

To był dobry wybór :> Fluoksetyna daje szczęście :P Jest dość duży, ma klimat, ciekawy jest w Dotyku a w dodatku jego zawartość może przykuć Wzrok. Działanie prozaku nie ominie też Słuchu Nie pamiętam Zapachu choć wiem, że tam był. Co jest najciekawsze to Smakuje imbirem :) Dlaczego ? Możecie się wykazać pomysłowością w komentarzach (Skała i Ala są proszeni o pominięcie tego).

"Jutro" przyszedł czas na ściankę. Niestety skutkiem ubocznym Fluoksetyny było poważne zachwianie Równowagi elektrolitowej o poranku. To sprawiło, że ścianka zaraz po przebudzeniu nie wchodziła w grę...

Tu następuje nieciekawa część poranka.

Natomiast tu znajduje się rajd do mieszkania po słuchawki a później na pociąg którego to wynik jestem w stanie uznać za sukces :]

Krakowskie zmysły były super poza bieganiem za klubem i tym moim niezorganizowaniem i zapominalstwem :P Dzięki temu dla mojego 6 zmysłu był on taki se.

Zdjęcia

Czy może być inny cytat a właściwie przysłowie? Jak tylko:

Nie od razu Kraków zbudowano.

Chyba być nie może :]

Specian Thanks
Ameba, Keii, Skała, Marcin - za miejsce na podłodze :D i wszystkie inne aspekty mieszkania.
Baha - za zaproszenie nas na bibkę u ciebie.
Ala, Agata, Kamil, Lechu, Paulina, Pożar, Baha, Ameba, Agata, Keii, Skała - za imprezowanie w ogóle.
Ameba - za niezły szpil w hl`a

To już jest koniec :P Cieszycie się conie? To chyba najdłuższy post tutaj jak na razie ;P
Czy nie?

Rey

poniedziałek, 22 października 2007

Strach na szczurołapy

Czyli kombinacja przemyśleń o strachu generowanym przez samego siebie i dzisiejszym dniu na uczelni.

Dziś, może ku uciesze niektórych którzy jeszcze tu coś czasem czytają będzie krótko bo jestem pieruńsko zmęczony.

Miałem dziś Sen ! Taki pseudo koszmar. Właściwie nie był specjalnie straszny sam w sobie. Obudziłem się po nim w nocy i tak się nakręciłem strachem, że zacząłem się trochę bać. I wtedy doszedłem do wniosku, że strach generowany przez siebie samego jest dosyć straszny. Jeżeli ktoś ma bujną wyobraźnię to bardzo łatwo jest stworzyć warunki do bania się. Chciał bym tu zauważyć, że twórcy wielu horrorów bardzo trafnie wybrali na obiekty strachu dzieci. Szczególnie małe dziewczynki to coś czego można łatwo się bać. Chyba dlatego, że jesteśmy nauczeni, że dzieci są niewinne, słabe, bezbronne, przestraszone, przyjazne. Połączenie obrazu dziecka i negatywnych (tu) przerażających cech bardzo mocno oddziałuje na podświadomość.
"Męczą, lub dają odpocząć - są twoje. Czasem ukojenie, czasem paranoje. Sny, nawet gdy są złe, to się budzisz... Możesz w nich kochać lub mordować ludzi. Krzywe odbicie w witrynie twego ducha. Są twoje - tajne, nie jawne jak życie. Tu wszystko dzieje się naprawde."
WWO - Sen
Na zajęciach ze zwierząt laboratoryjnych zwiedziliśmy dziś pomieszczenia hodowlane i widzieliśmy mnóstwo gryzoni które dzielnie oddają swoje życie na potrzeby nauki. Na naszej uczelni hodowane są zwierzęta o najwyższym stopniu czystości. Nie spodziewałem się, że hodowla takich zwierząt utrzymana jest w takiej czystości (nie odpisuję bo miało być krótko). Zwierzęta te są absolutnie odcięte od środowiska zewnętrznego, a procedury są FEST czyste!
A za tydzień będziemy robić sekcje szczura :P A ja się nie spodziewałem, że te szczury są tam takie duże :D W całym budynku jest podobno hodowanych ok 7000 szczurów i dużo innych gryzoni.

Rey

niedziela, 21 października 2007

W Ameryce Południowej

Kilka dni przerwy i już nie wiem co mam napisać. Najgorzej jest chyba zacząć i zacznę od czegoś co pamiętam a później ewentualnie już nie chronologicznie dodam coś innego.

To chyba będzie długi post :P

Od kilku postów zaczynam od fizycznej :] Chronologicznie rzecz biorąc teraz też wypadało by zacząć od tego zdarzenia bo jest najwcześniejsze w tym co zamierzam naskrobać. Na seminarki z Zygmuntem ledwo co zdążyliśmy z Magdą. Kiedy weszliśmy i usiedliśmy, oczywiście w pierszym rzędzie :/ Kuba mi woła czy wiem, że mamy gotowce! A ja jakie kurwa gotowce?! Kuba mi powiedział, że spisali i zrobili te przykłady. No to byłem nazwijmy to poddenerwowany... Kuba jednak bardzo szybko przepisał to co trzeba na jakieś kartki i mi podał - uf. Ściąganie z kartek formatu a5 (hehe mam już doświadczenia z większymi formatami :]) w pierwszej ławce jest dosyć trudne. Na szczęście Zawada był bardziej zainteresowany gazetą niż nami i udało mi się jakoś ściągnąć te całki (pochodne były spoko). Ale tak się zestresowałem przy tym, że szkoda gadać :P Najtrudniej było schować ściągi.

Może przejdę teraz do przyjemniejszych rzeczy czyli do wychodzenia na miasto. Udało nam się z ekipą skoczyć do TG na chwilkę :) Znów trochę niezgrane to było bo nie ustaliliśmy wcześniej miejsca i nie było rezerwacji. W piątek o 20 to nawet w TG jest problem z miejscem w bardziej modnych miejscach. Po opuszczeniu yazzu (brak miejsc) ktoś wpadł na pomysł co by iść do Chile! Super! Wbijamy, fajna bambusowa poręcz, ciekawa faktura i deseń ścian, na dole schodów obowiązkowa szatnia. To dobrze. Kijowo, że kolejka stoi na schodach. Zapłaciliśmy za ciuszki i idziemy spocząć - mały problem z miejscem. W starym "Guinnesie" czy "Pod Arkadami" (nie wiem jak to się nazywało bo funkcjonowały 2 nazwy). Było bardzo ciemno, mrocznie, jakoś tak surowo. Terz w Chile jest widno, natężenie światła jest idealne, miejsca do siedzenia są wygodne i dobrze rozplanowane. Są boxy mieszczące dużą liczbę osób - jeżeli nie są już zajęte :P W sali przy barze są 3 stoliki - tam siedzieliśmy. Na jednej sali jest całkiem spory parkiet, a w jeszcze innej dużo boxów. Jest też duży box w relatywnie małym pomieszczeniu - idealny na wieloosobowe imprezy we własnym gronie. Wystrój jest ciekawy, w odcieniach czerwieni a właściwie czerwonej gliny/cegły. Na ścianach gdzieniegdzie są płaskorzeźby z motywami starożytnych cywilizacji południowo amerykańskich. Panie na ściany narzekać nie mogą bo w różnych miejscach wiszą tam też lustra, i to całkiem spore :P. Niestety nie byłem w kibelku a to bardzo ważne miejsce w każdym pubie. Powiem jedynie, że jest on bardzo nieciekawie umiejscowiony... Zaraz przy wejściu na górze, trzeba wejść po schodach które prowadzą do wyjścia bądź w dół do klubu. Przewiduję, że to jest wąskie gardło jeżeli chodzi o ruch pieszy. Teraz coś o barze. Bar jest duży, co najmniej 3 stanowiska obsługi, dobrze wyposażony. W piątek był barman i barmanka na barze i 2 dziewczyny "na sali". Jeżeli chodzi o menu to jest bardzo obszerne i zróżnicowane! Jest to typowy klub/pub a jednak można tam zjeść! W piątek polecali barszcze (2 albo 3 rodzaje). Menu alkoholi zawiera wszystko, kilka rodzajów piwa (Tyskie, Lech Heineken, Dog in the Fog i chyba coś jeszcze). Trochę brakuje kultowego barowego Żywca. Są też wódki - wszystkie najważniejsze, drinki, wina itd. itd. itd. Jeżeli chodzi o napoje bezalkoholowe to też jest ok: soki, gazowane, kawa, herbata... Soki mają z Gardenu (dobre soki bo tanie :P ale za cenę 1zł/100ml mogli by kupować coś droższego). Ceny ? Raczej standardowe+. Standardowe+ to znaczy, że np 0,5 Lech kosztuje 5,5zł ale już tyskie 5,0zł. Wiśniówka (45ml) + sok = 8zł - trochę drogo. Jeszcze wstęp, nie wiem jak to jest w dni powszednie w każdym razie w weekend (pt, so) wstęp jest od ok 21-21:30 i kosztuje 10zł facet i 5zł dziewoja. Tyle to się płaci w dużych klubach w dużych miastach... trochę drogo imo.
Po jednej wizycie w Chile jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tego miejsca. Właściwe to bardzo mi się tam podoba, klimat jest świetny co najmniej taki jak w yazzie (na razie nie lepszy bo do yazzu mam sentyment :P).

Wczoraj kiedy byłem sobie u Joanny odkryliśmy z Pysiem :* nieźle wyczesaną muzę :] Na trójce w audycji "Ciemna strona mocy" prezenterka puściła kilka kawałków zespołu Beirut. Grali Beirut - Nantes czyli niezły wypas według mnie :) Lubię odkrywać nową muzykę :D Niewiele kawałków z tej płyty (The flying club cup) mi się podoba ale może dlatego, że właśnie pierwszy raz jej słucham:>

Dziś jest ważny dzień dla Polski. Wybory do parlamentu. Mam nadzieję, że poszliście do urn :> Ja już byłem :) Jeżeli nic nie będziemy robić to nic w tym kraju się nie zmieni. Trzeba próbować.
"Niewielki jest wybór wśród zgniłych jabłek."
William Shakespeare
Rey

środa, 17 października 2007

Gorzki

Kolos z fizycznej udupiony, na matę na jutro nic nie umiem.

Zaprawdę powiadam wam, sprawozdania z fizycznej to nie jest hop-siup. Wczoraj myślałem, że na lajcie 40 minutek i będzie po sprawie a robiłem to jakieś 3h chyba :| - padaka. Dzięki temu nie nauczyłem się na kolosa i będzie w dupę. Jeszcze tylko jedno zdanie po marudzę dziś. Nienawidzę nic nie rozumieć z wykładu.

To, że nic nie rozumiem nie znaczy, że nic nie robię a oto dowód:

Takie rzeczy się kula właśnie na fizycznej :P Ja przepisuję większość tego co rzuca pani profesor i staram się słuchać co mówi ale bez podstaw matematycznych nie rozumiem z tego prawie nic. Czas to bardzo cenny towar w dzisiejszych czasach więc nie można go marnotrawić więc w przerwach, kiedy nie pisałem o entalpi, entropi, energi swobodnej itd. Rozmawiałem sobie na papierze bo:
"Charta non erubescit" - "Papier się nie rumieni; Papier jest cierpliwy"
Cyceron
Udała mi się dziś tylko immunologia na której to zaliczę kolosa :) Mam nadzieję, że jakoś wysoko :P. Na ulicy na której odbywają się zajęcia z immunologii jest sklep z bielizną. Dlaczego o tym piszę ? :P Dlatego:
Świetny pomysł miał autor tej reklamy :D Bardzo mi się podoba. Obecny trend to maksymalne wykorzystanie seksualności człowieka nie bacząc na rodzaj reklamowanego produktu. Czy to jest margaryna, auto, bank... Dosłownie wszystko reklamuje się "na seks". Nie podoba mi się to. Ta reklama też kojarzy nam się z ciałem człowieka, ale jest użyta we właściwy sposób i reklamuje właściwy produkt. Nie jest też zbyt napastliwa bo wygląda naturalnie i w mojej ocenie wywołuje pozytywne i proste skojarzenie. Wywołuje też uśmiech :)

Zareklamuję też stronę http://www.podziekujsiedzeniu.pl/

Rey

wtorek, 16 października 2007

krw !

Czasem siebie nienawidzę :/

Rey

niedziela, 14 października 2007

Farmacja imprezuje :)

Wczorajszego dnia byliśmy z częścią grupy z farmacji na imprezce ;)
Ostatni częściej udaje nam się razem wyjść i wydaje mi się, że jakoś tak bardziej zgrani jesteśmy :> Właściwie to tego oczekiwałem na drugim roku, podobnie było u mnie w liceum.

Rozpoczęliśmy oczywiście jak porządni studenci od napicia się :D Skoczyliśmy do żabki kupiliśmy co trzeba a później na miejscówkę - ławki w centrum miasta, dobrze z resztą widoczne z ulicy itd. :P Jak widać przechodzimy na wyższy poziom i już się nie kryjemy po bramach tylko lajtowo olewamy to co inni myślą i widzą :D Chciał bym tu jeszcze zwrócić uwagę na pewien szczególny trunek który wczoraj miałem okazję pić. Wiśniówka! To jest to! Na prawdę fajna sprawa, ma dobry smak i właściwie można ją pić bez zapity :P Wczoraj odkryłem, że ma 35% a nie 40% jak myślałem. Nie wiem czy to wada czy zaleta ale piliśmy 0,5 na 3 i ciężko było osiągnąć "odpowiedni stan" taką ilością :P

Po intoksykacji alkoholem nastało Minimum. Minimum czego ? Tego nie wiem :> Nie zastanawiałem się długo nad nazwą tego klubu ale chyba nie ma w niej nic głębszego. Na wejściu obdarli nas z mamony i nieco ubożsi poszliśmy szaleć na parkiecie. Klub szału nie robi, jest dość ciasny, parkiet jest mały(i to jest bardzo uciążliwe), ubikacje z resztą też (chyba z tą te minimum - minimalna możliwa ilość miejsca na klub). Niezłe były stoliki (przynajmniej ten przy którym siedzieliśmy) i muzyka. Szkoda, że tak krótko tam pobawiliśmy bo fajnie było.

Następną naszą miejscówką w Sosnowcu było mieszkanie udostępnione nam przez Turiana. To miejsce powoli staje się już kultowe :] Tam dokończyliśmy zatruwanie organizmu i bawiliśmy się, śmialiśmy, trochę tańczyliśmy i było bardzo fajnie. Chcecie zobaczyć jak fajnie było ? Świetnie :> Zdjęcia są w takiej a nie innej jakości bo wykonane były telefonem.


Przy tym chciał bym się zatrzymać bo bardzo mi się podoba. Widać na nim wszystko co trzeba :D Jest alkohol i to w jakim momencie! Jest dynamizm, śmiech i zabawa. No i oczywiście jest coś statecznego. To zdjęcie oddaje klimat imprezy. Widać, że nie wszyscy zawsze zajmują się tym samym.

A oto reszta zdjęć.
















Jak wszystko na tym świecie także impreza powoli dobiega kiedyś końca. Jak to zwykle bywa zaczyna się od tego, że kolejne osoby odpadają z zabawy, w ten czy inny sposób :P Pod koniec jednak dzięki Kubie nauczyłem się figury salsowej której nazwy wam tu nie przytoczę. A później już tylko spaliśmy i trochę gadaliśmy :)

Ja nie będę łamał praw natury i też będę kończył. Napiszę tylko, że bardzo mi się podobało i trzeba częściej się w ten sposób rozrywać :>

Pozdro dla wszystkich

I cytat
Nie ma większej radości dla głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie.
Aleksander Fredro
Rey


czwartek, 11 października 2007

Się zaczyna się

Rok akademicki zaczął się już w sumie na dobre :> Mamy już wszystkie zajęcia i pierwsze kolosy :/ W przyszłym tygodniu dojdą nam jeszcze zajęcia z fakultetu (moja grupa jest na ścieżce "farmacja kliniczna") Na naszym ukochanym ŚUM`ie studenci nie mogą wybierać ścieżki jaką chcą się kształcić - to pewnie taka naleciałość z zamierzchłych czasów komunizmu. Do rzeczy, w poniedziałek będą pierwsze zajęcia które nazywają się " Zwierzęta laboratoryjne oraz procedury doświadczalne" czyli będziemy męczyć zwierzątka :(. Nie wiem jeszcze co tam będziemy robić ale możliwe, że jakieś szczury będziemy kroić :> Troche nie fajna jest pora i miejsce tych zajęć :/ ale cóż :|

Dziś w przerwie między zajęciami skoczyliśmy z grupą, a właściwe jej częścią do Fun City w sosnowieckiej Plazie. Czekały nas jeszcze wtedy seminarki z fizycznej więc trzeba było się znieczulić odpowiednim napojem. Świetne w tym celu okazało się piwo :] Już pół litra tego złotego trunku znacznie poprawia postrzeganie rzeczywistości większości (jeżeli nie wszystkim) dziewczyn z naszej grupy :P. Angie wracała tylko w połowie w aucie :P Druga połowa jej ciała znajdowała się poza autem :) a dokładniej wystawała przez szyber-dach.

W tym stanie byliśmy gotowi zmierzyć się z Zygmuntem. Zawada jak to ma w zwyczaju nie zawiódł nas i na zajęciach pojawiły się całki i pochodne :| Ale już o matematyce nie będę tu marudził bo za dużo już o tym tu pisałem.

Teraz trochę o przeszłości czyli o wczoraj. Wczoraj na uczelni nie zdarzyło się chyba nic nadzwyczajnego więc skupię się na tym co robiłem po zajęciach. Po wykładzie z fizycznej staliśmy sobie trochę przed uczelnią i gadaliśmy a ludzie powoli sobie odjeżdżali. Została tylko najbardziej hardcore`owa trójka czyli Angie, Turian i ma skromna osoba. Pogadaliśmy sobie, poszliśmy do sklepu a w końcu do Michała. Dlaczego i po co ? O 20 w lokalnej parafii miało się odbyć spotkanie duszpasterstwa akademickiego na które chciałem wpaść.

Duszpasterstwo prowadzi młody ksiądz, sympatyczny, energiczny i jak wielu duchownych (nad czym można się zastanowić) mądrze, składnie i ciekawie mówił. Nie wiem czy talent oratorski duchowni wynoszą z seminarium czy to coś więcej... Na spotkaniu było ok. 20 osób (prawie wszyscy z wydziału farmacji), większość "starych" uczestników spotkań D.A. i kilka nowych osób (w tym ja :P). Spotkanie było organizacyjne i taki był jego temat. Po spotkaniu poszliśmy do kościoła na różaniec. Podobał mi się klimat niemal pustego i ciemnego kościoła :P.

I cytat z krótką historią. Ksiądz Piotr Madeja na spotkaniu mówił trochę o Bogu. Tłumaczył pewną kwestię. Skrótowo: Jakiej płci jest Bóg (zapytał swoich uczniów). Ktoś odpowiedział, że jest mężczyzną. Porównując do kolorów, mężczyzna jest niebieskim a kobieta czerwonym. Jaki jest Bóg ?
"Bóg jest jak tęcza. Jaki kolor ma tęcza ?"
Pytanie o płeć Boga itp. nie ma najmniejszego sensu. Bóg jest nieskończenie bardziej bogatszy. I zawiera wszystko co człowiek, kobieta jak i mężczyzna. I jeszcze więcej.

Nie wiem czy będę chodził na spotkania bo są w bardzo nieciekawym dla mnie terminie. Jeszcze to przemyślę.

Chciałem się też pochwalić, że zdobyłem dziś nową czytelniczkę :P Nie wiem czy stałą czy okazyjną :> ale fajnie :] Jest to Angie która sprytnie odnalazła adres bloga w profilu na forum farmy :P Taki to spryciarz jest :] Pozdro Angie :)

Rey

czwartek, 4 października 2007

Wreszcie mam cytat! :D

Właściwie dziś nie zdarzyło się nic bardzo ciekawego :> Piszę jednak bo mam cytat "z życia wzięty" :D Stało się to na seminarkach z chemii fizycznej. Swoją drogą, chemia fizyczna już po pierwszych zajęciach okazała się być zjebana :/ Kupe maty tam, a jak wiecie mata sux hard, według mnie :P

Kolejka doszła do mnie, więc musiałem zacisnąć zęby, zebrać wszystkie siły i z naprężoną piersią stawić czoła Zygmuntowi. Poszedłem do tablicy i on zaczął tłumaczyć... Efektem było to, że nakreśliłem może 2 równania a stałem tam z 10 minut :D Chcę tu mocno zaznaczyć, że stało się tak gdyż Zygmunt coś tam tłumaczył wszystkim i nie było co pisać a jak coś chciał to pisał sam.

Tak więc:
"Ta krzywa, czyli prosta"
Zygmunt Zawada
Widziałem dziś film dokumentalny "Magiczne cięcie montażysty". Dokument opowiada o pracy montażystów i jej znaczeniu dla scen w filmie i filmu jako całości. Kiedyś się spierałem, że montaż ma małe znaczenie w filmie - byłem wtedy gupi. Po obejrzeniu tego programu, wydaje mi sie, że montaż tworzy film w takim samym stopniu jak reżyseria, a może nawet jest ważniejszy. Od teraz postaram się zwracać większą uwagę na sceny i ich cięcie, bo wiem już jak ważne to jest dla filmu i jak może wpłynąć na odbiór.

Polecam ten dokument, będzie jeszcze raz wyświetlony na kanale Ale Kino 15 października o godzinie 10:15

Rey

środa, 3 października 2007

Pech jest zaraźliwy !

W sumie 300zł, tyle dziś zarobili stróże prawa na naszej grupie. Zaczęło się od chemii fizycznej. Weszliśmy na zajęcia i prowadząca się nie przedstawiła, więc Kuba stwierdził, że poprosi ją aby to uczyniła. Pani przedstawiła się jako A. Sułkowska... :/ i to był początek pecha. Sułkowska razem z Zawadą to 2 postrachy chemii fizycznej, a przynajmniej takie informacje do nas dotarły. Na tych zajęciach "infekcje" pechem złapały Magda i AnGelika które to gdy pojawiły się na zajęciach z Immunologii z uśmiechem na ustach pochwaliły się 50 złotowymi mandatami za przechodzenie przez jezdnię w niedozwolonym miejscu :/... Pech chciał, że z nimi rozmawialiśmy i podłapaliśmy patogeny (należy zauważyć, iż używam specjalistycznego słownictwa medycznego którego się nauczyłem na zajęciach z immunologii ). Wygłodniali studenci po immuno napadli na Pizze Hut. Kiedyś bardzo modny, popularny i mocno reklamowany lokal podaje wg. mnie niespecjalną pizzę w dodatku drogą. Kiedy już "wciągnęliśmy" jak to mówi Kotzi pizze było już mało czasu aby dojechać na uczelnię. Wychodzimy, idziemy, patrzymy i co widzimy ? BLOKADY NA KOŁACH ! Eh... Innego wytłumaczenia po prostu nie ma! Pech jest zjadliwy (znaczenie medyczne) i tyle! Do całej tej serii osobiście mogę dorzucić jeszcze, że nie mogłem zrobić fotki żółtej blokady na kole Corsy bo mi się telefon rozładował! Moja nu nokia ma tak, że kiedy jest już zmęczona to nie chce się jej zrobić zdjęcia bo funkcja ta jest blokowana :| Tomek i Asia dostali po 100zł mandatu i jeszcze spóźniliśmy się na wykład z fizycznej.

Wykład ten to kolejna historia którą krótko opiszę. Już 2 razy w życiu myślałem, że już nigdy w życiu nie będę musiał uczyć się maty. Dziś po raz drugi moje marzenia legły w gruzach :/ To było do przewidzenia ale nie chciałem o tym myśleć. Miałem nadzieję, że jednak nie będzie tak dużo tej maty i fizy w chemii fizycznej co okazało się niezbyt trafnym rozumowaniem.

Napiszę wam coś jeszcze a co mi tam! To będzie coś z cyklu: faceci a kobiety. Jak wiadomo większość mężczyzn interesuje się płcią przeciwną. Wiąże się z tym cały bardzo skomplikowany system zachowań. Myślę, że nie ulega wątpliwości, że najbardziej pociągającym mężczyzn, elementem kobiecej natury, jest wygląd. Wychodząc z takiego założenia, logicznie myśląc faceci powinni zwracać dużą uwagę na wygląd kobiet. Ale weźmy np małą zmianę koloru włosów. Dla mnie nie możliwe do wykrycia :P Dziś przekonałem się o tym drugi raz. Edyta nieco przyciemniła włosy i ja tego w ogóle nie zauważyłem a taka Sandra od razu zauważyła ! Więc jak to jest? Faceci bardziej powinni być wyczuleni na takie zmiany a nikt z męskiej części naszej grupy tego nie zauważył :] Bez sensu conie?

O cytacie bym zapomniał! Niestety znów nie nasz :C

Przychylny los - to przeznaczenie; nieprzychylny - to tylko pech.
Stefan Pacek

Rey





wtorek, 2 października 2007

Coraz bliżej mgr

Drugi rok studiów, a kiedy minął ten pierwszy? Mam nadzieję że ten rok też minie tak lekko, szybko, i przyjemnie :) Na razie nie mogę za dużo w tej kwestii powiedzieć bo to drugi dzień zajęć mija dopiero. Nowe zajęcia wydają się być całkiem interesujące, choć pierwsze wykłady i ćwiczenia były nudne :|, jednak to można wybaczyć. Wielu studentów straszy tzw. "Maślanem" z chemii organicznej czyli profesorem Maślankiewiczem podczas gdy Endrju to poczciwy facet. Maślankiewicz to "prawdziwy" profesor, taki zwyczajowy, nieco konserwatywny a czasem śmieszny (dla mnie). Jego osoba i zachowanie wzbudzają pewien respekt, który niewątpliwie mu się należy bo gość jest bardzo konkretny, bardzo jasno tłumaczy, nie zawiesza się i wie o czym mówi i jak mówić. Mam nadzieję, że nie przejadę się u niego/ na nim :P. Kolejną niezwykle ciekawą osobą prowadzącą wykłady jest profesor od Patofizjologii. Ma już swoją ksywkę - mumia - ponieważ wygląda jak by miała 300 lat :D Właściwie to jej twarz sprawia takie wrażenie, nie wiem czy to rysy, czy głębokie zmarszczki ale kiedy po raz pierwszy ją zobaczyliśmy to nie było wątpliwości - mumia i koniec!

Wczoraj robiąc porządek na półkach (co by się me nowe podręczniki zmieściły) natrafiłem na zbiory zadań z maty. Oczywiście zbiory z liceum, a dokładniej dróbka. Wcześniej już postanowiłem sprzedać książki z liceum bo teraz wiem że na studiach do niczego się nie przydadzą. Ale do czego ja zmierzam, otóż w tym zbiorze znalazłem szkic "grafitti" które to szkice kiedyś zwyklem byłem rysować na lekcjach. Ten "projekt" jest jednak szczególny bo chyba ostatni poważny, i bardzo mi się podobał gdy go tworzyłem. Jest mi tym bardziej drogi, że był zagubiony a teraz się odnalazł. Brakuje w nim jednej litery i boję się go skończyć :P Może kiedyś...

Najbardziej podoba mi się to, że wymyśliłem tu koncepcje gdzie cześci litery "wyrastają" z jakichś statycznych punktów/elementów. Litera "o" jest bardzo ładna conie ? :P "b" i "a" też są nie złe nie wspominając o "c" :P eh... :D


A i przypomniałem sobie, że chciałem - zgapiając od keii`a - umieścić jakiś stały element w moich postach :P Wymyśliłem, że to mogą być cytaty :> jako, że ostatnio użyłem aż dwóch w moim poście. Postanowiłem też, że w miarę możliwości nie będą to myśli wielkich tego świata ale zwykłych ludzi, a właściwie dla mnie nie zwykłych bo znajomych. Możliwe, że trafią się też cytaty NPC`y. Teraz nie pamiętam, żebym usłyszał dziś coś ciekawego więc sięgnę jednak do czegoś bardziej wysublimowanego.
"Nie istnieje niestety żadna logiczna reguła, która zdradziłaby nam, w którym momencie liczba zbiegów okoliczności przestaje być przypadkowa."
Władimir Nabokow

Rey

sobota, 29 września 2007

Trzeba próbować

Każdy chyba ma taką swoją małą filozofię życia. Jakieś zasady, cele, marzenia, wzory według których stara się postępować. Niektórzy bardziej się tego trzymają a inni trochę mniej, jedni nigdy się nie zmieniają, inni weryfikują i wprowadzają poprawki a jeszcze inni całkowicie kopiują styl życia od innych (nie koniecznie jednej osoby).

Ja staram się trzymać kilku reguł które zmieniam gdy stwierdzę, że nie są dobre. Jedną z takich reguł jest zdobywanie coraz to nowych doświadczeń. Gdy mam okazję spróbować czegoś nowego, zwykle próbuję. Nie raz okazuje się, że mi to nie smakuje czy nie odpowiada, ale najważniejsze jest to, żę już to wiem. Poznałem następny element naszego złożonego świata i jestem bogatszy, co według mnie daje szersze spojrzenie na życie i w zależności od tego czego próbujemy pozwala później podjąć bardziej świadome decyzję w tej materii. Oczywiście istnieją rzeczy których nie zamierzam próbować, ktoś powie - taki mały hipokryta. Podczas wypracowywania mojej "filozofii" uznałem, że to ode mnie zależy czy czegoś chcę próbować czy nie. Są dziedziny których nie chcę poznawać i wystarczą mi relacje z doświadczeń innych oraz obserwacja. Publiusz Syrus powiedział
Ten jest mądry prawdziwie, kto uczy się na błędach innych.
Ja wcześniej poznałem pewną modyfikację tego cytatu: „Ludzie mądrzy uczą się na swoich błędach, ludzie głupi w ogóle się nie uczą, ludzie sprytni uczą się na błędach innych” Idąc za tymi słowami nie mam zamiaru próbować papierosów i innych nieciekawych według mnie rzeczy których nie będę tu przytaczał.

Słowa Publiusza uważam za bardzo trafne ale trochę oderwane od rzeczywistości większości ludzi. Aby stosować się do tej złotej myśli należy być bardzo roztropnym i ostrożnym w swoim postępowaniu, przyda się również duża wiedza. Ludzi mądrzy prawdziwie w miarę możliwości nie popełniają błędów innych, a błędy które oni popełniają mają być nauczką dla innych. Uczenie się na własnych błędach uważam jednak za równie wartościowe (jeżeli nie bardziej
[w końcu to nowe doświadczenie :P]) co na cudzych. Koniec jest taki sam - wiedza, jedynie droga jest różna - błąd może być bolesny, nieprzyjemny, bądź mieć inne niemiłe konsekwencje, natomiast wiedza zdobyta od kogoś nie pociąga za sobą tych konsek

Analizując drugi przytoczony tu cytat stwierdzam, że ja należę do ludzi głupich :P bo nie uczę się nawet na swoich błędach :] Tak często zdarza mi się popełniać ten sam błąd, że inaczej nie da się tego skwitować.

Teraz napiszę wam dlaczego tak się rozpisałem :> W piątek byłem znów na pracować na pikniku i tym razem mi się podobało. Była to dużo mniejsza impreza niż ostatnio ale sprzętu nie było dużo mniej. Najważniejsze jest to, że pakowanie/rozpakowywanie auta ze sprzętem oraz rozkładanie i składanie tego sprzętu na miejscu poszło nam bardzo sprawnie. Ten fakt jest najważniejszy ponieważ ostatnio szło to tak wolno że się fest wkurzyłem :| - szło tak wolno bo się ludzie oprdll :/ Tym razem wróciliśmy do domu dużo wcześniej niż zakładaliśmy - ostatnio było na odwrót. Pod koniec dowiedziałem się też, że tym razem dostanę więcej kasy :D. To wszystko sprawiło, że postanowiłem jeździć na kolejne imprezy jeżeli jeszcze jakaś się trafi.

Rey


poniedziałek, 24 września 2007

Biurokracja - 6h

W kolejce. Precyzując, dziś na naszym kochanym wydziale zaczęła się praca biblioteki i wypożyczania książek. Nauczony doświadczeniem z pierwszego roku - setki a nawet tysiące skserowanych stron, postanowiłem w tym roku wypożyczyć sobie co tylko się da.

Przed biblioteką pojawiłem się ponad godzinę przed otwarciem i już zastałem tłumy. Całe szczęście, że koleżanka która byłą tam 3h wcześniej wpisała mnie na listę. Z numerkiem 88 przyszło mi czekać aż 6h w kolejce po książki. Na szczęście ktoś zrobił tą listę, a co więcej przypilnował, że była respektowana i cały czas ktoś nad tym czuwał.

Teraz moje zastrzeżenia. W dobie internetu można to było załatwić dużo sprawniej. Wystarczyło, żeby założyć prostą rejestrację - listę kolejkową, na książki. Najlepiej gdyby ludzie zaznaczali książki których potrzebują, ale wystarczyła by lista nazwisk. Takie rozwiązanie pozwoliło by rozłożyć ludzi na kilka dni i mniej więcej na godziny co myślę ulżyło by w pracy panią bibliotekarką i życie studentów też było by łatwiejsze... Ale widocznie lepiej obsłużyć ponad 100 studentów w 7h i napsuć sobie oraz im krwi.

Ale przecież to takie Polskie jest.

Rey

niedziela, 23 września 2007

2 x 11 = 22 ; 22 - 2 = 20 ; 11+9= 20

Wczoraj 22.09.07 odbyły się podwójne, dwudzieste urodziny :D Solenizanci Kamil i moja skromna osoba uskutecznili imprezkę na działce za którą bardzo wszystkim dziękują :) Dziękujemy za to, że przyszliście oraz za to, że (mamy nadzieję) dobrze się bawiliście.

Ja zawsze przed imprezami odczuwam pewien szczególny typ niepokoju. Martwię się co to będzie, jak będzie, czy dobrze będę się bawił itd. Gdy w dodatku ja organizuję taką imprezę efekt ten jest spotęgowany. Wczoraj doszły jeszcze zmartwienia związane z brakiem niektórych osób (złe wspomnienia z pewnych urodzin ;P) Na szczęście impreza była przednia i właściwie z każdą chwilą coraz mniej się martwiłem, aż w końcu w ogóle się nie martwiłem i w pełni mogłem się cieszyć i bawić z wami :>.

Bardzo mi się wczoraj podobało to, że mój brat się wkręcił w towarzystwo i czuł się swobodnie. To jest taki gość, a przynajmniej tak mi się wydaje, który trochę trudniej nawiązuje kontakt niż ja ale wczoraj gładko poszło. Możliwe, że wczoraj sprawdził się slogan - "Vodka. Connectin People", tak czy inaczej to mnie cieszy :]

Cieszę się również z tańców które tam odstawiliśmy :> Niektóre osoby wiedzą, że lubię tańczyć choć tak do końca nie za bardzo umiem ale staram się ćwiczyć i tańczyć kiedy to tylko możliwe bo to jest taki mały życiowy wypasik.

Postępując logicznie, dla zrównoważenia tekstu powinienem chyba teraz napisać co mi się nie podobało. Niestety nie potrafię znaleźć takich konkretnych rzeczy, a stwarzanie sobie zmartwień i problemów jest przykre więc tego robić nie będę. Trochę niefajnie, że ludzi wszystkich nie było ale to już ich strata w sumie :P. Zmaściłem, że nie naładowałem aparatu, że nie zająłem się wcześniej muzą do tańczenia przez co często się kawałki powtarzały. Kilka rzeczy jeżeli o organizację też mogłem usprawnić ale to już takie standardowe marudzenie.

Zdjęcia wrzucę jak tylko będę miał aparat :P Możliwe, że mi się wydaje ale chyba mało będzie tych zdjęć :(

I jeszcze

Specjalne podziękowania dla:
Ali i Agaty za zmywanie.
Wszystkich którzy przyczynili się w jakikolwiek sposób do zmniejszenia entropii na działce.
Jeszcze raz dla Ali za dzisiejszą pomoc w sprzątaniu.
Jeszcze raz dla Ali za muzykę taneczną.
Kamila za wspólne zakupy.

Tyle

ZDJĘCIA


Rey

środa, 19 września 2007

Lara Croft

I znów ją oglądam :] Pamiętam jak dziś kiedy pierwszy raz zagrałem na komputerze w Tomb Raidera. To było u mojego kuzyna chyba w jakieś święta. Wtedy to ujrzałem Larę po raz pierwszy i mi się nieźle spodobała.

Później kiedy już miałem PlayStation zacząłem od drugiej części, tej pierwszej to nie ukończyłem, zagrałem tylko chwilę. Długie godziny spędzałem wtedy przed tą grą i odnoszę dziwne wrażenie, że to najdłuższa ze wszystkich części. Tomb Raider 2 wywołał u mnie totalnego hopla na punkcie Lary i jej świata. Czytałem wszystko co tylko było na ten temat w czasopismach, skończyłem nawet drugi raz drugą część. Najciekawsze jest to, że przeszedłem ją zbierając wszystkie smoki (zainteresowani wiedzą o co chodzi). W nadziei odkrycia czy odblokowania czegoś i kiedy już miałem zdobyć te ostatnie i pokonać ostatniego boss`a usunąłem te save`y pod wpływem impulsu, (potrzebowałem slot bo kolega coś tam chciał mi skopiować na karte).

Później wyszedł TR3 na którego czekałem z wielką niecierpliwością. Ówczesny świat piratów kręcił się w okół giełd komputerowych gdzie można było zakupić nowości. Kiedy miałem dostać mój egzemplarz nie spałem w noc poprzedzającą! :P Taki to był młody i gupi rey kiedyś :] To chyba najlepiej obrazuje jak bardzo byłem zafascynowany tą grą.

TR4 i TR5 Średnio pamiętam i obie części bardzo mi się mieszają aczkolwiek uważam, że były jednymi z lepszych. Pamiętam kilka momentów z tych części. Pamiętam piramidy, skorpiony, pociąg, kusze, grecje, jakiegoś doktorka, moment w którym zawiesiłem się na pare tygodni a który okazał się absolutnie bezsensownym przeoczeniem. Wiem też, że w piątce Lara niby ginie pod gruzami walącej się piramidy.

Później nastał okres długiej nieobecności TR na rynku i w końcu wyszła jakaś pokraka czyli Tomb Raider Dark Angel. Strasznie mi się ta gra nie podobała... Mam nawet oryginał który wygrałem na turnieju Tomb Raidera. Tak, dobrze przeczytaliście TURNIEJU!. Jak można zrobić turniej TR ? Wystarczy mieć pretekst, którym w tym przypadku była premiera filmu TR, gre która ukazała się mniej więcej w tym samym czasie i ludzi. Ludźmi był klan Red Faction Demons (dla niewtajemniczonych grałem kiedyś ostro w RF`a i byłem w klanie który do dziś się spotyka) organizatorem VOBIS i Multi Kino. Gość z Multi odpowiedzialny za turniej był naszym znajomym więc to my ustalaliśmy sobie reguły czas turnieju itd. Kiedy już sobie potrenowaliśmy rozpoczęliśmy turniej który właściwie rozegrał się w naszym gronie :> Tak to właśnie stałem się posiadaczem TR:DA którego nigdy nie przeszedłem bo mi się zawieszał :P

Parę dni temu zacząłem grać w Tomb Raider Legend. Początkowo byłem bardzo podekscytowany i strasznie się cieszyłem. Z każdą chwilą gry czułem jednak rozczarowanie. Może to dla tego, że jako starszy i bardziej doświadczony gracz stałem się bardziej wymagający i wybredny? W każdym razie nowe TR`y to już nie jest to co kiedyś :( EDIOS jest już chyba tylko wydawcą a tworzeniem gry zajmuje się jakiś podwykonawca, który się stara ale tak średnio mu wychodzi.

Dziś skończyłem TR:L a zacząłem TR Anniversary który, z tego co przeczytałem w notce od głównego projektanta, jest przerobioną jedynką w nowej szacie graficznej. Zasadniczo to raczej nowa gra ze smaczkami i inspiracjami zaczerpniętymi z pierwszej części. Jak na razie nie jest najgorzej, powiem nawet, że lepiej niż w przypadku TR:L. Zobaczymy co będzie dalej.

Ah i chciałem jeszcze powiedzieć, że tak się nwkrwlm przy przechodzeniu ostatniego bossa TR:L, że szkoda gadać :P. Bardzo trudno było go przejść ze względu na koszmarną pracę kamery.

Rey

wtorek, 18 września 2007

C4H10


Czyli dziś o Butanie a raczej Bhutan`ie :> Bhutan to małe państwo w Azji Południowej o którym widziałem ciekawy program dokumentalny na Planete. Piszę tu to dlatego, że Bhutan jest jednym z niewielu już państw które broni się przed jednym z Siedmiu Grzechów Głównych naszej cywilizacji. Niejaki Lorentz opracował najgroźniejsze dla istnienia ludzkości błędy popełniane przez naszą cywilizację.

1. Przeludnienie.
2. Dewastacja środowiska naturalnego.
3. Dążenie do wzrostu ilościowego we wszystkich dziedzinach.
4. Indoktrynacja.
5. Groźba degradacji genetycznej.
6. Zerwanie ciągłości tradycji i zanik kultur.
7. Rozwój broni jądrowej.

Trzeba zrozumieć, że świat się unifikuje i jest coraz mniej różnorodny. W krajach rozwiniętych wszystko wygląda podobnie. Poczynając od powierzchownych (wizualnych) podobieństw takich jak wygląd centrów dużych miast, ubiór, reklamy, samochody, rzeczy użytkowe przez kwestie zdawało by się subiektywne takie jak słuchana muzyka, smak produktów, aż po sposób myślenia i zdanie w konkretnej sprawie (Co ściśle wiąże się z indoktrynacją) model piękna (przede wszystkim ludzi), stereotypy, a nawet język jakim mówimy. Ktoś może powiedzieć, że jest to zjawisko pozytywne bo gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli będziemy mogli znaleźć McDonalda, napić się Coli, przejechać Mercedesem i popatrzeć na piękne/nych panie/panów ubranych i z urodą podkreśloną w ten sam sposób. Wszędzie będziemy czuć się jak w domu ?

Wydaje mi się, że jest to bardzo niepożądane zjawisko gdyż prowadzi do powstawania chorych i zdegenerowanych społeczności. Ludzie poddawani się ogromnej presji otoczenia, wszystko co odmienne uważane jest za niewłaściwe. Grupy już żyjące w określonym stylu narzucają ten stan innym tylko dla tego, żeby im było łatwiej! Według mnie największym zagrożeniem jest dyktowanie przez większe i silniejsze państwa swoich praw i zwyczajów słabszym pod różnymi warunkami a nawet groźbami którym one nie są w stanie się oprzeć. Mam na myśli dziedzinę gospodarki (pomoc gospodarczą) pod warunkiem że - tu następuje lista. Drugie największye niebezpieczeństwo to nieświadomość tego procesu.

Bhutan próbuje aktywnie zapobiec zanikowi kultury swojego kraju i regionu. Dziedzictwo tradycji i obyczajów jest tu bardzo cenione. Izolowany przez wysokie góry Bhutan długo opierał się wpływom obcych kultur i dopiero niedawno ruszyły tam procesy "westernizacji". Głównym katalizatorem tego procesu są mass media. Coraz więcej Bhutańczyków posiada telewizory w których oglądają zachodnią odzież, styl bycia, produkty które jako nowość są bardzo kuszące. Zjawisko samo się napędza. Gdy na ulicy widzą faceta w dżinsach z butelką Coca-Coli też chcą wyglądać tak jak on, ekstrawagancko, świeżo, modnie. Państwo to i jego obywatele są a właściwie byli (film jest z 2005 roku) trochę inni. Król delikatnie ingerował w życie ludzi poprzez odpowiednie rozporządzenia ograniczające strój i manifestację zachodniego stylu życia. Ważne jest, że za nie przestrzeganie tego zakazu właściwie nie było kar, był to raczej akt demonstrujący zdanie władcy. Zwykli obywatele i urzędnicy ubierają się w tradycyjne stroje które nie przypominają "naszych" okryć. Odwrotnie niż w kulturze zachodniej strój tradycyjny jest tam standardem. W Bhutanie bardzo ważną rolę odgrywa Buddyzm choć nie jest to państwo religijne. Mieszkańcy praktykują swoją wiarę która jest nie raz ich życiową drogą. Bhutańczycy rozumieją swoją sytuację i starają się zachować odrębność kulturową jednocześnie nie zamykając się na świat. Król nie chciał zatrzymać przemian bo wiedział, że są nieuniknione ale starał się je spowolnić.

Zmiany najszybciej postępują w najmłodszym pokoleniu które jest najbardziej podatne na reklamy. Młodzi ludzie chętnie poznają nowy świat i przyjmują jego zasady. Pewnie z naturalną przekorą chętnie noszą zachodnie ubrania i zachowują się jak ich dalecy rówieśnicy. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że pozostaną świadomi wyborów jakich dokonują i procesu w jaki wciągnęły ich reklamy gigantycznych korporacji.

Jestem pod wrażeniem postawy tych ludzi i samego filmu. Wcześniej jakoś nie zastanawiałem się nad tym problemem i gdy na wykładzie z Higieny i Epidemiologii kolo podyktował nam tą liste to stwierdziłem, że chyba się pomylił z tą kulturą. Gdy tylko trochę nad tym pomyśleć i wyobrazić sobie świat gdzie wszystko wygląda tak samo można przekonać się, że problem nie jest błahy.


Z życia wzięte

A dziś się leniłem FEST! :P

Rey

poniedziałek, 17 września 2007

Przeżycia górskie czyli Tatry :>

Podzielę się z wami pewnymi przemyśleniami. Pierwsze zdanie i już rymami sypię, no no ;P
Dawno tu nie pisałem i muszę powiedzieć, że jestem z tego powodu niepocieszony... Dlaczego ? Gdyż od ostatniego posta upłynęło dużo czasu w którym wydarzyło się wiele, ważnych dla mnie rzeczy. Można mnie zapytać, dlaczego więc nie pisałem ? Nie pisałem bo, nie mogłem (brak dostępu do netu) lub też nie miałem czasu, nie bardzo mi się chciało :P. Dość już marudzenia i użalania się nad sobą :>

W te wakacje byłem pierwszy raz w tatrach :D Bardzo lubię chodzić po górach i wiele szlaków już zdeptałem. Tatry były dla mnie czymś nowym bo wcześniej jeździłem w Beskidy :>. W Tatrach się zakochałem, te góry są przepiękne. Właściwie to cieszę się, że nieświadomie dawkowałem sobie szczęście i piękno gór. Rozpoczynając od Beskidów, które są stosunkowo niskie przeszedłem w wyższe już i chyba trudniejsze ale według mnie dużo ładniejsze Tatry. Taka droga zaowocowała tak wielkim zachwytem Tatrami. Wydaje mi się, że gdybym wcześniej nie chodził po Beskidach i poszedł od razu w Tatry przyjął bym to co zobaczę, jako coś oczywistego, podstawowe piękno gór. Wcześniejsze obcowanie z niższymi górami sprawiło, że to je traktowałem jako podstawę i właściwie myślałem, że tatry będą podobne więc gdy przyjechałem w Tatry i trochę po nich pochodziłem byłem zachwycony. Oczywiście każde góry są inne i piękne na swój sposób w Tatrach nie ma np tylu lasów, ale o tym wiemy.
Najbardziej chyba przejęła mnie przestrzeń jaką oferują tatry i jaką zajmują. Niesamowite, tam poprostu czuć obecność i wszechmoc Boga. Na Czerwonych Wierchach (a dokładniej na Kopie Kondrackiej) usłyszałem ciszę! Wyprzedziłem sobie resztę ludzi i wchodziłem przez chwilę sam. Kiedy trochę się oddaliłem usiałem sobie na trawce (która wygląda tam mniej więcej tak) w celu zrobienia zdjęcia wchodzącym, nagle oniemiałem. Zorientowałem się, że otacza mnie absolutna cisza! Ustał wiatr i nagle zrobiło się przeraźliwie cicho, a przynajmniej tak mi się wydaje. To było piękne :P Takie rzeczy sprawiają, że człowiek wie, że żyje i że życie jest za krótkie żeby je marnować.
Wyjazd do Białego Dunajca bardzo dużo mi dał. Z takich "mistycznych" doświadczeń mogę się podzielić tym, że hmm chyba w jakiś sposób zbliżyłem się do Boga. Teraz pewnie niektórzy robią oczy i niezłe miny strzelają bądź są zaskoczeni ale ja tak czuję :>. To oczywiście nie jest zasługa tylko i wyłącznie gór. Jakoś inaczej podchodzę do sprawy teraz.
Wymieniając nieco mniej "mistyczne" przeżycia nie mogę zapomnieć o fotografowaniu. Kiedyś mnie to kręciło, później kiedy kupiłem cyfrówkę i mogłem robić zdjęcia do woli jakoś mi chyba przeszło. W Białym miałem okazje pogadać sobie z fotografem i pobawić się jego lustrzanką i znów się zacząłem nakręcać. Z tego spotkania wyniosłem dość dużo bo gość wytłumaczył mi parę rzeczy i teraz staram się robić zdjęcia sam dobierając parametry (najgorsze jest to, że w moim aparacie nie ma fukcji manual ;( czyli nie mogę zmieniać 2 najważniejszych parametrów:/) ale cuż ;P.
Nauczyłem się też tańczyć "Belgijskiego" czyli tańca Belgijskiego a właściwie tak go wszyscy nazywają a tak na prawdę to nie mam pojęcia jak bardzo on jest Belgijski i czy to jest taniec tradycyjny czy co :) To wszak nie ma większego znaczenia, mi wystarczy fakt, że mi się podoba :D
Pewnie gdybym miał czas i komputer w tatrach to notka z każdego dnia była by co najmniej tak długa. Komputera ani czasu nie miałem więc musicie się zadowolić tym co tu wystukałem :>
Jeżeli ktoś nie był jeszcze pieszo na Kasprowym to gorąco polecam wejść sobie od Kuźnic przez schronisko pod Kopą Kondracką bo szlak jest przepiękny ! Naprawdę widoki robią wrażenie... Długo idzie się granią i widać cały masyw Orlej Perci :>(dla ludzi z lękiem przestrzeni szlak może być "uciążliwy")

Kończąc o Tatrach jeszcze wam napiszę Salam Alejkum :]




Jeszcze krótko o wczoraj :) Więc Gwarki zakończyliśmy ekipowo na potańcówce w yazzie :D było całkiem wypaśnie i cieszę się, że udało nam się poimprezować znów razem :) Mam nadzieję, że częściej się będzie to zdarzać :>

Btw Skalpel nieźle gra :P

Rey