sobota, 26 kwietnia 2008

Garage

Co ciekawego można robić w garażu?

Nie posiadam swojego garażu, ale w piątek dzięki czyjejś uprzejmości miałem okazję odkryć nowe zastosowanie tego pomieszczenia na pojazdy mechaniczne.

Plan wygląda mniej więcej tak:
Wchodzimy, siadamy wygodnie w fotelu samochodowym, ustawiamy dogodną jego pozycję i rozkoszujemy się smakiem piwa. Słuchamy wyczesanej muzy, oglądamy alu felgi i rejestracje. Najlepiej kiedy są z nami znajomi w przewadze pięknej. Oczywiście nie może obyć się bez tańcowania, co szczerze polecam w takim miejscu szczególnie ze względów na idealne dźwięki!

Jesteście chętni na takie "ekstremalne" przygody?

Opowiem więc wam więcej. Tym razem napiszę całą prawdę a nie tylko prawdę. :D

Chodzi o to, że Garaż a właściwie Garage Club, to niedawno otwarty klub w katowicach. Mieści się zaraz obok spiżu na ul. Dąbrówki 10. Jak nazwa wskazuje jest stylizowany na garaż. Siedzieć będziemy na fotelach wyciągniętych z aut (oczywiście przystosowanych). mają one wszystkie dźwignie i pokrętła jakie znajdują się w aucie. Są też fotele ze skórzaną "tapicerką". Na ścianach i filarach znajdziemy rejestracje z całego świata a i alu felg nam nie zabraknie. Klub jest duży ale komunikacja nieco utrudniona przez wszędobylskie stoliki i siedziska. Niestety nie byłem w drugiej części więc nie powiem wam co tam jest, ale z tego co widziałem przez okna możemy się zabawić przy stołach bilardowych.

Bar jest duży i bardzo dobrze zaopatrzony, szczególnie w złote napoje. Ceny utrzymane w standardzie klubowym - Żywiec 6, prosty drink ok 10. O nasz pęcherz zadbają czyste ale małe toalety, niestety bez papierowych ręczników :(


Na największą i najbardziej subiektywną pochwałę zasłużył sobie u mnie dźwiękowiec. Dj`ka jest bardzo mała ale de jot dawał radę i grał idealną dla mnie muzykę. Była dość różnorodna, dobrze poskładana (nie znam fachowego określenia) i wprost do tańcowania. Nie grał żadnej techniawy i innych ciężkostrawnych klimatów. Jednym słowem marazm :P


Kroki przyjdzie nam stawiać na małym (chyba trochę za małym) parkiecie w kształcie kwadratu. Mogą trochę przeszkadzać kaloryfery które są przy podłodze :> W zamian za to mamy klimatyzację pod którą możemy sobie podejść i się wychilloutować :]

Kto przychodzi do garażu ? Nie zauważyłem żadnych podejrzanych typków, skąpo okrytych panienek i koksów czyli klientela też zróżnicowana. My np spotkaliśmy prowadzącego z Immuno :D

Polecam Garage Club bo jest świeży taki i mimo stylizacji wydaje mi się bezpretensjonalny i bardzo fajne to w nim jest.
"Muzyka - po milczeniu - najlepiej wyraża to, co jest niewyrażalne."
Aldous Huxley
Rey

piątek, 18 kwietnia 2008

8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu.

Jest godzina 23:01. Pisze te słowa na komórce, leżąc już w łóżku. Po prostu poczułem, że chce napisać prawdę i że muszę to zrobić teraz! Dość niewygodna sprawa muszę przyznać ale trudno.

Dziś w jednym z seriali medycznych - Chirurdzy - został poruszony ten sam temat co w innym medycznym serialu - Dr House. Cóż za niezwykły zbieg okoliczności! Tak pomyślicie. Nic bardziej mylnego. Tym razem nie chodziło o intubację czy przeszczep wątroby. Chodziło o kłamstwo, a raczej prawdę.

Nie będę tu rozważał serialowych wątków pobocznych, a tylko ukradnę pomysł i nakarmię nim wenę. Jest to oczywiście moralnie uzasadnione gdyż kradnę z głodu, aby przeżyć :].

Na prawdę długo się zastanawiałem, ale nie przypomniałem sobie żebym dziś kogoś okłamał. Nie jestem świętoszkiem i nie chce powiedzieć, że nie kłamię, bo kłamię, ale dziś mi się nie zdarzyło (chyba). Szkoda bo był by świeży przykład do omówienia.

Dziś chirurdzy stwierdzili że kłamiemy bo prawda boli. Muszę się tu zgodzić, ja chyba najczęściej okłamuję siebie bo prawda boli. Trochę żałosne prawda? Spokojnie wszyscy tak robimy (cicho, próbuje się usprawiedliwić). Poza tym, nie martwcie się was też czasem okłamuję :]. Różnie to bywa, czasem dla waszego a czasem dla swojego dobra. Teraz będę szczery i powiem, że rzadko kłamie w istotnych sprawach. Zdecydowanie najwięcej kłamstewek służy mi - jak by to powiedział Pan M. S. - do założenia maski i odegrania kogoś, tzn. mnie bardziej mojego, ale dla was. Nadążacie? -Nieszkodzi. Nic nie brałem i nie piłem jak by co. Jest po prostu późno.

Teraz to zastanawiam się jak wpływa to co tu czytacie na postrzeganie mnie. Ciekawi mnie czy w waszych oczach nie staje się jeszcze bardziej dziwny i postrzelony niż jestem. Skoro już zacząłem to i skończę. Jeszcze tylko mała dygresja dlaczego anonimowe blogi są lepsze? Bo nie czytają ich ludzie na których mam zależy i nie widzą tej nagiej naszej twarzy bez tej maski na codzień. Możemy napisać tam o wszystkim również o nich, a tu tak nie bardzo. Mimo to ja tu czasem tę maskę zdejmuję.

Wracając. Nie potrafiłem sobie przypomnieć dzisiejszego kłamstwa ale ustalmy że kłamstwa "maski" i te nie groźne dla żartu (tych ostatnio nauczyłem się od koleżanki z farmy która pozdrawiam) są dopuszczalne i uśmierzają "ból". Ale co z tymi które służą nam do niecnych (ciekawe czy etymologia tego słowa to "nie cnota") celów i/lub sprawiają krzywdę? Te są naganne i nigdy nie powinny się zdarzać, ale sami wiece jak to jest. Są też nieprawdy manipulacyjne tu pamiętam jak okłamałem koleżankę z farmacji że wiem a nie wiedziałem. Zrobiłem to, żeby się czegoś dowiedzieć. Niestety zmiękłem i się przyznałem :P w niewłaściwym momencie.

Mówienie prawdy jest jedną z podstawowych zasad moralnych. Jest uniwersalne i stare (patrz tytuł). W dekalogu znalazło się przez ból jaki może zadawać, a jednak stawiam tu tezę że ma też moc uśmierzania bólu. Zależy jak je wykorzystamy. Jednak najczęściej zadaje ból innym, a uśmierza nasz. Warto przemyśleć.

Kłamstwa są potrzebne tak Dr House'owi i Chirurgom w medycynie jak i farmaceutą, a przede wszystkim zwykłym ludziom.

Istnieją trzy rodzaje prawdy: cała prawda, tylko prawda i gówno prawda.
Powiedzenie

I wariacje na temat:

Istnieją trzy rodzaje kłamstwa: przepowiadanie pogody, statystyka i komunikat dyplomatyczny.

Istnieją trzy rodzaje prawdy: moja prawda, twoja prawda i gówno prawda.

00:15 pora iść spać post ma 3059 znaków razem ze spacjami.

Wyrazów: 552
Znaków: 2876
Znaków (ze spacjami): 3453

Rey

niedziela, 13 kwietnia 2008

Dwa ○○

Rower ma koła dwa. Ja mam dwie ręce, dwie nogi, dwoje oczu, dwie nerki, i dużo podwójnych rzeczy więc należy mi lubić rower bo ma koła dwa.

Sami widzicie, życie nie zostawiło mi wyboru. Na szczęście cieszę się, że lubię rower, bo lubię jeździć na rowerze. Pani wiosna umożliwiła mi ostatnio śmiganie więc ma dusza raduje się.

Ten sezon rozpocząłem od eksploracji. Poczułem w sobie pioniera i odkrywam coraz to nowsze ścieżki i tereny. Najśmieszniejsze jest to, że odkrywam je w miejscach które znam od dobrych paru lat. Wcześniej jakoś nie przyszło mi do głowy żeby zwiedzać na większą skalę. Może to oznaka jakiejś większej zmiany w moim życiu? (lol). Jest też duża szansa, że robię to bo jeżdżę ostatnimi czasy sam.

Muszę wam powiedzieć, że jeżdżę sam, bo nikt mnie nie lubi :( Nie mam przyjaciół i jestem bardzo samotny i smutny. Dobra, dobra żenujących i nie śmiesznych żartów koniec. Cioram samotnie bo nie za bardzo są ludzie co by ciorać w multi, bądź też ludzie ci mieszkają daleko.

Samotna jazda ma jednak swoje zalety. Mogę jechać tak jak lubię czyli prawie tak szybko jak tylko potrafię. Nie wszyscy lubią tak jeździć, ale mi zmęczenie się sprawia przyjemność (lol2). Poza tym mogę jechać tam gdzie chcę i nie muszę liczyć się z tym, że komuś nie będzie się tam podobać.

Nie stać mnie na patenty dlatego podzielę się z wami moimi odkryciami. Na nowo odkryłem dolomity. Zbadałem dość pokaźną (ale jeszcze nie całą) część w której jeszcze nie jeździłem i odkryłem zarąbistą dziurę! W okół niej jest wąska, miejscami bardzo szybka ścieżka. Szybka jazda tam daje nawet adrenalinkę. Do dziury można też zjechać gdzie jest kilka alternatywnych tras, trochę mokrych i z kilkoma ostrymi ale krótkimi podjazdami.

Chyba najbardziej cieszę się jednak, że pojechałem do Rezerwatu Segiet. Choć znam to miejsce, zaskoczyło mnie. Znalazłem stosunkowo wąską ścieżkę miejscami płaską a miejscami pochyłą. Nachylenie nie jest zbyt duże dlatego dobrze się podjeżdża a jeszcze lepiej zjeżdża. To zupełnie inna bajka niż dolomity. Jedziemy między drzewami, po liściach, korzeniach, gałęziach i ziemi. Nawierzchnia jest bardzo różnorodna co bardzo mi odpowiada. Przy zjeździe trzeba uważać bo miejscami nieźle trzepie na korzeniach gdzie indziej hamowanie na liściach jest nieporozumieniem no i cały czas trzeba uważać na drzewa migające z boku.

Podczas wakacyjnych rajdów górskich stwierdziłem kiedyś, że nie lubię lasów liściastych. Nie pamiętam już dlaczego. Chyba z powodu opadłych liści które skutecznie blokują rozwój runa. Teraz doszedłem jednak do wniosku, że kiedy w lesie takim są ładne drzewa, i nie jest to las gęsty to wygląda całkiem zarąbiście. Z jednej strony widać mnóstwo drzew a z drugiej potężną, "otwartą" przestrzeń. Drzewa wyglądają wtedy jak kolumny, a my znajdujemy się w ogromnej sali kolumnowej. Dach mniej lub bardziej "kompletny" też daje świetny efekt.

W Segiecie jest wiele magicznych miejsc. "Inkluzje" (ależ to botaniczne) drzew iglastych, potężne rozłożyste drzewa, leje (pozostałości po górniczej eksploatacji tego miejsca których jest tu duużo). Ukryte stawy, duże zwalone drzewa po których można skakać i biegać i wreszcie ta "przestrzeń".

Ładna sprawa. Dobrze, że ją odkryłem :)

Dwudziesta czwarta godzina dnia się zbliża więc trzeba mi kończyć.

"Wyprowadzeni w pole - najczęściej trafiają do lasu."
Władysław Grzeszczyk

Rey

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

5 Szwów,

butelka wytrawnego, czerwonego wina, wieszak ścienny, masywny monolog, 2 zastrzyki. Tyle rzeczy może się zdarzyć na jednej imprezie studentów farmacji, że to trudno ogarnąć.

Zacznijmy od ostrzeżenia. Kategorycznie odradzam otwierania wina przez wepchnięcie korka do środka. Obecnie producenci win nie myślą już o prostych użytkownikach. Ich korki są niezwykle szczelne i nie przepuszczają powietrza. Prosty człowiek kiedy nie ma pod ręką korkociągu wpycha korek do środka aby móc raczyć się trunkiem. Oczywiście mówimy tu o granicy cenowej znacznie poniżej 100zł (ale też powyżej 4zł :P). Pragnę was poinformować, że podczas wpychania korka do wewnątrz butelki sprężamy jej zawartość. Kiedy ciśnienie przekroczy pewną wartość krytyczną, ciało amorficzne które otacza ciecz nie wytrzyma jej naporu. Butelka pęknie. Przy czym znacznie bardziej adekwatnym określeniem wydaje się tu eksploduje.

Jaki jest wynik takiej próby otwarcia wina? Trunek na ziemi i ubraniach osób usiłujących go otworzyć oraz głęboka rana na dłoni osoby która trzymała butelkę.
Rana na 5 szwów. Skąd mam tak dokładne informacje? Bo byłem jedną z osób otwierających to wino. Nie moja ręka jest zaszyta, ale mego zioma. Pozdro Tomek :]


Szybki kurs na pogotowie, do szpitala i znów pijemy :D Następnie farmakon. Tak, tak Tomek to jest twardki zwierz. Później tyci, tyci czasu na parkiecie później 2x shooty z NG (pozdro NG) a później nie wiem jak w mojej rence znalazło się piwo :/

Później dugo gadałem sobie z NG i nie potańcowałem nawet przez nią :<. Hehe :P Taki dżołk.

A później kradliśmy cukierki takie małe z NG :P A później wyszliśmy i w aucie żegnałem się, ponoć nieźle długo z dziewczynami :P I tu podobno wygłosiłem monolog godny wielkiej improwizacji Konrada. Pojawiły się w nim komplementy na temat odzieży koleżanek i takie tam inne :P

A później w domu dowiedziałem się, że to na co zawsze choruję jak za dużo wypiję fachowo nazywa się Ostre (poalkoholowe) Zapalenie Żołądka. Generalnie nie fajna jednostka chorobowa. Nie polecam :P

Nie wiem jak wy ale ja już nie mogę się doczekać następnej imprezy :)

W ogóle to speszyl tenks dla Turiana za udostępnienie lokalu pod zabawę :D

Jeszcze raz wszystkiego naj Monice - solenizantce!

"Przytacza się jedynie złe uczynki, których przyczyną jest wino. Jednak przyczynia się ono również do wielu dobrych, o których się nie mówi. Wino podnieca do aktywności: dobrych do dobrej, złych do złej."
Georg Christoph Lichtenberg
PS: To jest sety post na tym blogu :D Trzeba to oblać! :>
Rey

środa, 2 kwietnia 2008

Przewrotny koniec

Wczorajszy koniec należał oczywiście do przedstawionej przeze mnie kategorii końców przewrotnych :] Jak niektórzy zauważyli wczoraj był prima aprilis :P Prima aprilis się skończył to też koniec się skończył :] No i macie koniec bez końca.

Ten post ma jednak swoją historię :P Kiedy wymyśliłem plan fałszywego zakończenia bloga pomyślałem, że nie mogą to być 2 zdania. Chciałem, aby to wyglądało choć trochę realnie. Więc chciałem napisać jeden krótki akapit :] Podczas pisania ogarnęła mnie jednak wena i wpadł do głowy niebanalny pomysł no i wyrzeźbiłem takiego posta :>

"Korzystając z okazji, chciałbym" pozdrowić wszystkich którzy ucieszyli się z tego, że zamierzam skończyć z pisaniem. Pozdro.

"Potępieni niech będą ci, którzy nie znają żartu, albowiem oni nie rozumieją też powagi."
Jean Paul

Rey

wtorek, 1 kwietnia 2008

ehT dnE

Czyli The end, FIN, Ende, Koniec.

Teraz czego? W "Bogu" Woodiego Allena też zastanawiali się nad końcem. Przemyśliwałem sobie trochę tę sztukę i stwierdziłem, że gdybyśmy znali zakończenia to by nudno było :P Nie uważacie? Czyż to nie jest odkrywcze? :]

Zauważyliście jak różne są końce ? Jest koniec sznurka, koniec filmu, koniec życia, koniec drogi, koniec rolki papieru toaletowego! Cóż za uniwersalne słowo o jeszcze bardziej uniwersalnym znaczeniu. Koniec może być, a nawet na pewno będzie tego posta! Apeluję do was abyście nie rozpaczali. (teraz myślą, że piszę o tym, że będą rozpaczać, że ten post będzie w końcu miał swój koniec). Niemniej jednak o to też apeluję. Przede wszystkim wołam o to, żebyście nie skazywali końca na koniec. Bo nawet koniec zasługuje na wyrozumiałość i sprawiedliwy osąd.

Pozwólcie, że będę adwokatem końca! To doprawdy zaszczyt. Może Wy jeszcze tego nie widzicie, może jeszcze tego nie rozumiecie. Postaram się jednak was uświadomić, przekonać! Będę dowodził, że koniec końców, koniec nie musi być taki zły. Wy jako sędziowie poprzysięgli(ście) wydać sprawiedliwy wyrok. Sprawiedliwy ponad wszelką wątpliwość to on by był gdybyście wpierw wyłupili sobie oczy. Jak wiemy sprawiedliwość jest ślepa. Umówmy się, że przymrużycie (na to) oko i takie przybliżenie nam wystarczy.

Zacznijmy więc od końca. Ten post się skończy i skończy ten blog. Tak ostatecznie. Taki będzie koniec. To jest przykład - prawdziwy - że koniec może nieść smuteg. Nieopisaną rozpacz rozrywającą serca i szaty. Wybaczcie mi, ale przykład musi być ostry, dobitny i wyrazisty. Tak, żebyście widzieli ostrość na nieskończoności. Przypominam wam, że przymknięte oczy macie, dlatego też dowód musi być jednoznaczny.

Jesteście niezwykle rezolutni. Zauważacie więc, że mam bronić końca a nie gwoździem go do trumny przybijać. Tak też i robię. Ilustracja którą przedstawiłem ma na celu pokazanie przewrotności końca. Wiemy, że czerstwe rzeczy są niedobre. Tak jak chleb. A przewrotność nie implikuje czerstwości. To pierwszy dowód na to, że koniec nie musi być zły! Wielkim przykładem jest to, że kończą się też zue rzeczy. Chemia fizyczna się kończy! Wojny się kończą, ból bruzdy ścięgna mięśnia zginacza długiego palucha, daremny film. Najznamienitszym jednak dowodem niech będzie to, że koniec może a często jest początkiem! Powiadam wam to jest nieokiełznane. Warto również wspomnieć iż nie wszystko ma koniec. Takie np. koło! Nie ma początku ani końca. Rzecz niebywała. Często koniec nie następuje pomimo, że go się spodziewamy np. końce świata. Ile ich było? Więc sami widzicie. Skończy się kalendarz majów? To co! Zacznie się czerwców.

Mowa KOŃCOWA
Widzę a nawet czuję, że już dłużej nie muszę was przekonywać. Na początku poczyniliśmy pewne założenia które teraz muszą dać efekt w postaci wyroku. Tak więc, proszę udać się na naradę i po przerwie wysłuchamy wyroku.

Tak jest panie sędzio sądu najwyżej ostatecznego! Zgadzam się z wyrokiem wydanym przez ławę poprzysięgłych. Rozgarnięte z was człowieki.

Tyle pisania, żeby skończyć bloga. Dlaczego? Bo stwierdziłem, że chciał bym tu pisać też o innych rzeczach ale jako, że moi znajomi mają adres to nie mogę. Dlatego zmieniam adres bloga a tu nie będę już pisał.

"Można wiedzieć, dokąd droga prowadzi, a nie mieć pojęcia, co jest na jej końcu."
Władysław Grzeszczyk

Żegnajcie
Rey