czwartek, 15 maja 2008

Do jaj niezbędna jest cierpliwość a do ryżu sól

Czyli samotnego radzenia sobie w życiu ciąg dalszy.

Jeżeli ktoś liczy na wielkie kulinarne tragedie i kuchenne katastrofy to się niestety zawiedzie. Chyba, że jedno jajko w koszu to jest jakieś wykroczenie... Myślę jednak, że ludzie którzy mają jakieś doświadczenie w gotowaniu mogą się nie raz uśmiechnąć podczas lektury. Zapraszam.

Jaja to były wczoraj. Dziś był ryż, ale o nim później. Wracając do jaj, wczoraj postanowiłem je posadzić i posilić się nimi razem z frytkami. Danie proste, szybkie i nie robiące zbyt dużego burdlu w kuchni. Fryteczki ładnie, pięknie, do jaja oczywiście jakaś wędlinka podsmażona na tłuszczach trans. No ale trzeba to jajo w końcu posadzić. Moje przygody z sadzeniem można policzyć na palcach jednej ręki więc nie było to takie całkiem bezstresowe. Szczególnie martwił mnie moment rozbijania jaja o krawędź patelni.

Okazało się, że trzeba całkiem solidnie przywalić co by odpowiednio naruszyć skorupkę. Gdy zrobić to zbyt małym nakładem dżuli wtedy naruszamy skorupkę tylko z wierzchu, a pod spodem jak się okazuje znajduje się coś o czym zapewne student nauk para biologicznych powinien wiedzieć. Jakaś taka śmaka błonka czy coś w podobie.

Przejdźmy do rzeczy. Rozbiłem to jajo rozłożyłem je nad patelnią i się wylało. Superowo. Praktycznie od razu ściął się spód białka no i się smaży. Na wolnym ogniu. Na razie - niestety. Frytki już gotowe ładnie obcieknięte z tłuszczu a jajo się smaży. I smaży. Brat zaczął jeść frytki (to była jego porcja) a jajo się smaży. No to podkręcam łogiń pod patelnią (największy palnik) no i jakoś tak się obróciłem się tylko na moment żeby coś tam zrobić innego i okazało się, że nie było do czego obracać się z powrotem. Nie żeby jajco wyparowało, ale jego brzegi uległy zwęgleniu, wtedy ogarnął mnie smuteczeg. Trzeba było jajco wyrzucić. Następne już smażyłem na małym ogniu i po prostu odwróciłem je co by się żółtko ścięło w jakimś sensownym czasie. Na 3cim jajku udało mi się już opanować (tak myślę) technikę rozbijania jajka o krawędź :]

Ryżu w 2007 roku wyprodukowano 645mln ton z czego 90% w Chinach i Indiach.

Ugotowałem dziś ryż i nie był słony on. Ryż soli się podczas gotowania? Na opakowaniu nie było napisane niestety... Tak więc posoliłem po ugotowaniu (lol).

Ale zupę jarzynową ugotowałem dziś wypasioną!
"Jeśli mężczyzna mówi do kobiety „moja słodka”, pewne jest, że nie rozgryzł jej do końca."
Lidia Jasińska
Rey

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ryżu o ile się nie mylę się nie soli, a soli się wodę, w której ryż się gotuję. I soli się ją przed przed ryżem ;D
Podoba mi się Twoja odmiana słowa 'burdel' ;]

Bozedary pisze...

Dzięki :>

hehe no wiem, że jak już to wodę by się soliło :P

Anonimowy pisze...

o matko ależ amatorstwo:P

Bozedary pisze...

No, no nikt od razu nie wymiata. A ćwiczenie czyni mistsza :] więc cierpliwości :P Expie sobie powoli

Anonimowy pisze...

Rey'u no mistrzem kuchni w bufecie na SUM'ie to Ty nie zostaniesz choc jajko sadzone i fryteczki moglyby isc jak swieze buleczki :)Majek