Było nas trzech, trzy też były plecaki i jeden namiot. Plan był taki: Przejść określoną część Głównego Szlaku Beskidzkiego. Część od Wisły Głębce do schroniska na Hali Krupowej. Integralną i najciekawszą część tego planu czyli nocleg na szczytem Babiej Góry (właściwie to trochę pod) i przeżycie zachodu i wschodu słońca na Królowej Beskidów zrealizowaliśmy. Reszta okazałą się być nieco bardziej śmiechowa.
Dzień 1
Rozpoczął się od podróży pociągiem - tym razem nic nadzwyczaj ciekawego. Szkoda bo bywało kiedy sama przejażdżka pociągiem była małą przygodą. Z Wisły Głębce wyruszyliśmy na szlak w stronę schroniska na Przysłopie i Baraniej góry. Szło się nieźle, był to pierwszy dzień z plecakami więc trzeba było się trochę wczuć. Wyznacznikiem tego dnia było właściwie poszukiwanie szlaku bo kilka razy zdarzyło nam się nie wiedzieć którędy iść. Głównym powodem było słabe i mało czytelne oznakowanie szlaku. Weszliśmy na Baranią i na wierzę widokową na jej szczycie. Dzień był niezbyt pogodny więc i widoki były neizbyt imponujące. Skała żałował, że podłoga na wierzy jest "przezroczysta".
Dzień 2
Gdy się obudziliśmy otaczało nas mleko. Mgłą była nieprzenikniona. Początkowo widoczność ograniczała się do maksymalnie 15m lecz szybko poprawiło się to do ok 30m :D Zjedliśmy śniadanie mistrzów - konserwy + chleb. I udaliśmy się w dalszą drogę przez przełęcz Glinne do Węgierskiej Górki gdzie zrobiliśmy zapasy prowiantu. Następnym punktem miało być dobrze nam znane schronisko na Rysiance. Bez przesadyzmu jednak! Nie wszystko w jeden dzień. Trzeba było gdzieś spać :> Dobrym miejscem okazało się schronisko Słowianka gdzie mogliśmy się wreszcie porządnie wyspać i uzupełnić złote płyny.
Zaskoczyła nas możliwość klonowania. Takiej pokusie nie można się było oprzeć:
Dzień 3 (The Mist Day)
Większą część dnia spędziliśmy we mgle. Szło się w miarę dobrze. Wiedzieliśmy, że należy uważać na szlak i ten dzień upłynął bez zbędnych kilometrów. Po obfitym jagodobraniu dotarliśmy wreszcie do Rysianki gdzie na chwilę się rozpogodziło, dosłownie na 10min, później znów znaleźliśmy się w krainie mlekiem płynącej... Po krótkim spacerku (lol) dotarliśmy na Halę Miziową także dobrze nam znaną. W bajeranckim hotelu przez niektórych zwanym schroniskiem odpoczęliśmy sobie zjedliśmy co nieco (kubki gorące + konserwy +chleb).
Będąc pod Pilskiem nie można na nie nie wejść! Tak więc wytężyliśmy się i bez plecaków wspieliśmy się na szczyt który przywitał nas 5 minutami względnej pogody których nie wykorzystaliśmy do zrobienia zdjęć:>
Dzień 4 (Dzień Zlatý Bažant)
To był mokry szlak, dużo błota i częste obejścia. W końcu dotarliśmy na przejście graniczne w Korbielowie. Tam postanowiliśmy zrobić jakieś zakupy. Co można kupić na słowacji jak nie alkohol? Po wypicu Zlatý`ego Bažant`a stwierdziliśmy, że Słowacja to niesamowite miejsce i zboczyliśmy nieco z GSB. Jechaliśmy autobusem "na stopa" za 2 Bažanty a następnie doszliśmy do schroniska Slana Voda. Stąd już rzut kamieniem na Diablak. Schronisko było bardzo stare, a przynajmniej elektryka wyglądała na przedwojenną. Fajne miejsce. Tu dokonaliśmy tego:

Dzień 5 (Diablak)
Rano posililiśmy się mielonkami itp i rozpoczęliśmy zdobywanie Babiej Góry zwanej onegdaj Diablakiem. Szlak od strony Słowackiej jest bardzo malowniczy. Początkowo bardzo płaski później dość ostro się piętrzy. Na jego drodze stoją 3 budki/szałasy z czego 2 niedaleko szczytu. W jednej z nich mieliśmy nocować!
Na szczycie bardzo wiało. Całe szczęście jest tam mur z kamieni chroniący od huraganowego miejscami wiatru. W całej naszej wędrówce tutaj widzieliśmy najwięcej ludzi. Na Babią wchodzili starsi, dzieci, młodzierz, dorośli - cały przekrój wiekowy. Okazało się, że na szczycie żyje sobie pewien lis. Spryciarz niewyobrażalny. Kiedy robi się tłoczno wchodzi na szczyt i pozuje do zdjęć. Oczywiście nie za darmo. Ludzie rzucają mu wszystko co popadnie. Nie zdziwił bym się, gdyby niektórzy z nich oddawali swoją ostanią strawę.
Później niestety zaczęło ostro wiać ale dzielnie czekaliśmy aż słońce postanowi nas opuścić. Widowiskowo było.
W międzyczasie dołączył do nas samotny wędrowiec - Radek, trochę młodszy od nas który towarzyszył nam już do świtu.
Gdy zeszliśmy do naszej chatki w której mieliśmy spać dostrzegliśmy, że ktoś już się tam szwęda :/ Okazało się, że był to kolejny samotny wędrowiec który nie zdążył wejść na zachód i również czeka do świtu. W chatce było jednak wystarczająco dużo miejsca na 5 osób. Z rana w powiększonym, pięcio osobowym składzie ruszyliśmy na szczyt. Nie dość, że widzieliśmy zachód, mieliśmy zobaczyć wschód to księżyc pokazał się nam w pełni :>
Noc wyglądała tak:
Gdy się zbudziliśmy trochę zmartwiła nas niezmiernie gęsta mgła. Na szczyt wchodziliśmy w chmurze. Niestety sam szczyt też był w chmurze. Ciekawe było to, że gdy weszliśmy myśleliśmy, że jesteśmy pierwsi. Radość się skończyła kiedy zajrzeliśmy za drugą stronę muru po której w oczekiwaniu trwało jakieś 20 osób.
Wiało potwornie, zimno było strasznie, dosłownie widzieliśmy jak przelatują przez nas kolejne chmury. Samego momentu wyjścia słońca zza horyzontu nie widzieliśmy. W momencie zrezygnowania, kiedy postanowiliśmy schodzić coś zaczęło się dziać. Chmury się rozstąpiły i ukazało się słońce. Warto było czekać. Choć momentu "wschodu" nie widzieliśmy i pewnie są ładniejsze wschody to miejsce i atmosfera w której przeżywaliśmy ten wschód była wyjątkowa. Poza tym, nie każdy może się pochwalić takim wschodem.
Po chwili znów zrobiło się mlecznie, więc zaczęliśmy schodzić. W dół udaliśmy się percią akademików :> czyli dość trudnym technicznie szlakiem z łańcuchami i innymi takimi. Na dole coś zjedliśmy i poczęliśmy powrót do domu. Do domu czyli dość poważne odstępstwo od planów. Tak wyszło po prostu :P
Powrót był długi i nużący. Na stopa nikt nie chciał nas wziąć. Za to wracaliśmy od żywca z taką drugą ekipą która mieszka w pobliżu. W pociągu coś tam wypiliśmy oczywiście i tak to się zakończyła nasza przygoda.
Ogólnie. Było bardzo fajnie, przygodowo, mało ludzi na szlaku, pogoda nas nie rozpieszczała, widzieliśmy to co chcieliśmy. Co teraz? Ja czekam na następny taki evencik :> Trzeba wykombinować jakieś ciekawe miejsce i jazda!
Zdjęcia w wersji pełnej.
Pozdro dla Skały i Lecha!
Rey
1 komentarz:
Reyu gif ze swetrem mi coś nie chodzi, nie wiem czy picassa to najlepsze miejsce na niego (czy picassa obsługuje animowane gify?) czy nie lepiej wrzucić na jakiś image hosting.
Nic nie wspomniałeś o 'Wesoły jestem' :D
ps.
"nocleg na szczytem Babiej Góry"
"podłoga na wierzy"
"młodzierz"
Prześlij komentarz